Jutro będzie Fajne życie! MP69

Jutro będzie Fajne życie! MP69

Dokładnie tak! Już jutro pojawi się nowy odcinek podcastu Fajne życie. Tym razem nie będzie to jednak odcinek solowy – taki jak wszystkie wcześniejsze, będzie to odcinek z gościem w ramach nowego cyklu ABC Fajnego Życia, który stworzyłem, aby rozmawiać z innymi o tym, jak wygląda ich droga do lepszego jutra 🙂 Poza tym małe przeprosiny i ważne pytanie do Ciebie. Zapraszam do słuchania i oglądania.

Cenna równowaga w dążeniu do fajnego życia

Cenna równowaga w dążeniu do fajnego życia

Rok temu, gdy mój blog kończył dwa lata, postanowiłem w końcu zastanowić się, czym tak właściwie dla mnie jest to moje fajne życie. Musiałem zdefiniować, sam dla siebie, jak wygląda droga do jego osiągnięcia, a dodatkowo trochę skonkretyzować to o czym piszę, oraz – a może i przede wszystkim – do czego dążę. Mniej więcej w tym samym czasie odbyłem bardzo ciekawą rozmowę z Piotrem Szostakiem z bloga „Jak osiągać cele”. Piotrek przeprowadził ze mną dość obszerny wywiad, który pozwolił mi spojrzeć nieco inaczej na to, co dotychczas robiłem, pomógł mi poukładać pewne sprawy w głowie. Rozmowa ta zmusiła mnie do jeszcze głębszego zastanowienia się nad sensem moich dążeń. Rozważania doprowadziły mnie w końcu do jednego, bardzo ważnego wniosku: fajne życie to przede wszystkim decyzja i deklaracja. Takie powiedzenie samemu sobie i innym: chcę mieć i mam fajne życie! Od dzisiaj, od teraz!

W tych prostych kilku słowach kryje się wdzięczność, wiara i postanowienie. A te trzy elementy są już dobrą podstawą do budowania wielkich rzeczy.

Jednak nie zatrzymałem się na tym jednym wniosku – szukałem dalej. Wiedziałem, że sama deklaracja to jeszcze za mało – możesz sobie powiedzieć „będę lekarzem”, i to wspaniały pierwszy krok do osiągnięcia tak dużego celu, ale zanim Ci się to uda, musisz wykonać szereg innych czynności, jak choćby ta podstawowa jak skończenie studiów medycznych. Podobnie jest z fajnym życiem – pozna samym postanowieniem, trzeba jeszcze trochę się postarać i obrać odpowiednią drogę – i ja chciałem ją odnaleźć. Jak nigdy wcześniej potrzebowałem prostej instrukcji do osiągnięcia fajnego życia. Doprowadziło mnie to w końcu do wyznaczenia sześciu obszarów, o które powinienem zadbać, aby fajne życie mogło zaistnieć. Należą do nich: zdrowie, funkcja, kreatywność, rozwój, relacja i równowaga. A najlepszą receptą na szczęście jest się dbanie o każdy z nich.

Zdrowie

Obszar zdrowia jest pierwszym i najbardziej podstawowym elementem fajnego życia. Można jeszcze podzielić je na fizyczne i psychiczne, choć jedno i drugie jest ze sobą ściśle powiązane.

Zdrowie fizyczne to wszystko, co dotyczy naszego ciała, zapobiegania chorobom, sposobu odżywiania, poziomu aktywności fizycznej oraz zachowania, czyli na przykład nałogów, jak papierosy czy alkohol. Zdrowie fizyczne to również czynniki biologiczne, jak genetyka czy fizjologia, choć na te nie zawsze możemy coś poradzić.

Myśląc o zdrowiu psychicznym mam na myśli oczywiście przede wszystkim brak zaburzeń psychopatologicznych, ale nie tylko. To również emocje oraz zdolność do rozwoju, rozumienia, przeżywania, odkrywania i tworzenia.

Czy wyobrażasz sobie budowanie fajnego życia bez zadbania o ten obszar? To właśnie zdrowie zapewnia nam „życie”.

Zdrowie – zarówno fizyczne, jak i psychiczne – to skupienie się na utrzymaniu Twojego ciała i umysłu w jak najlepszej kondycji.

Funkcja

Obszar funkcji polega na rolach jakie stawia przed nami życie, społeczeństwo i my sami. Obejmujesz pewne funkcje, którym musisz sprostać. W rodzinie możesz pełnić rolę matki, ojca, siostry, wujka, czy dziadka. W pracy Twoja rola przydzielana jest zawyczaj przez pracodawcę. Wśród znajomych z pracy z pewnością masz już nieco inną rolę – na przykład pracowego gaduły 🙂 Wychodzisz z pracy, idziesz na piwo ze znajomymi i zaczynasz pełnić kolejną funkcję. Idąc do fryzjera czy na zakupy, obejmujesz kolejne role… I tak w koło. Lista funkcji każdego z nas zazwyczaj jest długa, i musimy umieć godzić je ze sobą, czerpać z nich radość i dbać o to, aby w każdej z nich spełniać się i wypadać jak najlepiej.

Funkcja to Twoje achowania w pracy, rodzinie, wśród przyjaciół. To wszystko co robisz aby jak najlepiej odegrać role jakie Ci w nich powierzono.

Kreatywność

Obszar kreatywności to wszystko co związane z tworzeniem, to Twoja postawa twórcza. Możesz malować, śpiewać, pisać książki, rzeźbić albo prowadzić bloga. Najważniejsze, aby tworzyć coś nowego – i wcale nie koniecznie z niczego 🙂

Jeżeli Twoja praca pozwala Ci realizować się w obszarze kreatywności – świetnie, jeżeli nie, bardzo często pomoże Ci w tym znalezienie, pielęgnowanie i rozwój hobby. Z pewnością i Twoją pasję można zamienić w taką, która zaspokoi kreatywne potrzeby.

Kreatywność to wszystko co tworzysz. Może dotyczyć zarówno pracy, pasji, hobby jak i codziennych obiadów które tworzysz dla swoich dzieci.

Rozwój

Obszar rozwoju to zaspokajanie potrzeb związanych ze zmianami, samokształceniem i poszerzaniem horyzontów. O ile obszar kreatywności zaspokaja potrzeby tworzenia, czyli oddawania tego co zrobiliśmy, o tyle rozwój to przyswajanie rzeczy od innych, ukierunkowany na wzrost lub polepszenie danej umiejętności lub cechy. Podobnie jak zdrowie, obszar rozwoju można podzielić na fizyczny oraz psychiczny. Jak widzisz, wszystkie obszary ściśle łączą się ze sobą.

Rozwój to zmiana siebie, poprzez ciągłe dążenie do czegoś lepszego, do poprawienia swoich zachowań, wiedzy i umiejętności.

Relacje

Obszar relacji to zachowania w społeczeństwie, kontakty z innymi ludźmi, przyjaciółmi, znajomymi, rodziną. Polega na podtrzymywaniu istniejących i nawiązywaniu nowych znajomości. Z jednej strony, zakres obszaru relacji obejmie podobne grupy, które wydzieliłeś w obszarze funkcji, jednak dbanie o siebie w tym zakresie nie będzie obejmowało tego jaką pełnimy rolę i jak się z niej wywiązujemy, ale jaki związek oraz wpływ na innych ludzi ma nasze zachowanie. W odróżnieniu od funkcji, gdzie w centrum stawiamy samego siebie, tu dbamy o innych i właśnie relacje z nimi.

Relacje to Twoje emocje i zachowania przy kontaktach z innymi ludźmi: rodziną, znajomymi, przyjaciółmi czy współpracownikami.

Równowaga

I dochodzę do ostatniego, najważniejszego i często najtrudniejszego do okiełznania obszaru – równowagi. Dotyczy on umiejętności związanych z pogodzeniem ze sobą wszystkich wcześniejszych obszarów. Skupia zdrowie, funkcje, kreatywność, rozwój i relacje pomagając utrzymać balans w naszym codziennym działaniu. Dbanie o obszar równowagi polega na pilnowaniu aby żaden z pozostałych obszarów nie zdominował naszego życia. W obszar ten wpisują się również wszelkie działania związane z organizacją czasu, planowaniem okresów w naszym życiu, czy w końcu regularnym prowadzeniu dziennika lub pamiętnika.

Równowaga to zorganizowane życie, brak dominacji. To umiejętność pogodzenia wszystkich wcześniejszych obszarów.

Na równowadze chciałbym się zatrzymać chwilę dłużej – to właśnie ona ma najistotniejszy wpływ na to, czy w dążeniach do fajnego życia uda się nam osiągnąć upragniony sukces. Od czego jednak zacząć poszukiwania?

Koło fajnego życia

Przede wszystkim warto sprawdzić na czym stoisz, prawda? Zastanowić się, jak wygląda Twoja obecna sytuacja, jak wiele wysiłku musisz włożyć w poszukiwania balansu w życiu. Po drugie, po ustaleniu ile równowagi jest w Twoim życiu, warto również sprawdzać, czy jej poziom się powiększa, czy wręcz przeciwnie – maleje. Taka kontrola pozwoli Ci ustalić, czy podążasz w odpowiednią stronę. Aby ułatwić cały ten proces, stworzyłem narzędzie, którego celem jest zilustrowanie na jakim etapie w poszukiwaniu równowagi jesteś – nazywam je kołem fajnego życia. Dzięki niemu możesz mierzyć swój poziom równowagi w życiu, a korzystając z niego regularnie – sprawdzać, czy rozwijasz się w odpowiednią stronę. Oto koło fajnego życia.

Na pierwszy rzut oka nie wygląda zbyt skomplikowanie, prawda? Jest to okrąg podzielony na pięć równych części, z których każda odpowiada za jeden z pięciu omówionych wcześniej przeze mnie obszarów życia: zdrowia, funkcji, kreatywności, rozwoju i relacji. Nie ma w nim oczywiście obszaru równowagi – odpowiada za niego całe koło.

Na końcu tego artykułu znajdziesz link, pod którym pobierzesz szablon koła fajnego życia w formacie A4 do wydrukowania i samodzielnego wypełnienia.

Do uzupełnienia koła fajnego życia będziemy potrzebowali wydrukowany szablon (choć ja sam uzupełniam go na iPadzie, z wykorzystaniem aplikacji GoodNotes – która to zastępuje mi kartkę papieru) i ołówek (choć może być również długopis, to polecam jednak abyś wybrał ołówek, ze względu na możliwość wprowadzania poprawek).

Przystępujemy do uzupełniania: na każdej z pięciu części koła, które odpowiadają za opisane wcześniej obszaru życia, zaznacz kropką swój poziom zadowolenie z niego. Z pewnością ta część zadania zajmie Ci chwilę – musisz w końcu zastanowić się, na jakim etapie jesteś w danej części swojego życia. Im bliżej środka koła, tym Twój poziom satysfakcji z danego obszaru jest mniejszy. Wielkość kropki niech symbolizuje jak pewny jesteś co do swojej decyzji. Istotne jest gdzie w danej cząstce koła znajduje się kropka.

Być może wszystkie Twoje punkty będą bardzo blisko środka koła, a może każdy z nich będzie prawie dotykał zewnętrznych jego części – położenie punktów wyznaczysz według tego co sam czujesz. Na końcu tego ćwiczenia sprawdzimy jaki każdy z punktów wygląda względem drugiego. Wcześniej jednak chciałbym, abyś spojrzał jeszcze raz na miejsca, w których zaznaczyłeś swoje punkty i zastanowił się, czy na pewno są właściwie ułożone – ale tym razem chciałbym, abyś zwrócił uwagę na ich położenie względem linii dzielących koło na części. Inaczej mówiąc, chciałbym, abyś sprawdził położenie danego punktu, względem dwóch sąsiadujących z nim obszarów – dzięki temu zobaczysz jak bardzo dany obszar jest daleki (lub bliski) innemu obszarowi. Weźmy na przykład punkt w części kreatywności. Zwróć uwagę jak jest położony względem części funkcja i rozwój, do której z nich ma bliżej, do której dalej. Zastanów się z którymi obszarami jest bardziej związany, od których bardziej zależny.

Nie bój się wprowadzać poprawek do rysunku – dlatego właśnie sugerowałem uzupełnienia koła fajnego życia ołówkiem – dzięki temu możesz, przy pomocy gumki, łatwo wprowadzać korekty i ustalić właściwe położenie punktów. A tak wygląda moje koło fajnego życia po zaznaczeniu wszystkich punktów i ustaleniu poziomu zadowolenia z poszczególnych obszarów.

Od razu widać w których obszarach czuję się mocniejszy, a nad którymi muszę jeszcze popracować.

Jak widzisz, każdy parametr punktu ma tak na prawdę znaczenie: jego wielkość, położenie względem sąsiadujących obszarów oraz względem samego koła. A najciekawsze w tym wszystkim jest to, że to Twoja podświadomość rządzi tymi parametrami – być może myślisz, że stawiasz punkt w przypadkowym miejscu, ale wiedząc o różnych znaczeniach jego położenia, podświadomie wybierasz pozycję i wielkość.

Po zaznaczeniu punktów w każdym z obszarów, pozostaje jeszcze jedna czynność do wykonania: połączenie wszystkich punktów elipsą. Ta, z pozoru prosta czynność, może przysporzyć Ci kilku problemów. Narysowanie elipsy przechodzącej przez wszystkie punkty nie jest proste i być może będziesz potrzebował do tego kilku prób 🙂 Postaraj się, aby linia elipsy przechodziła przez wszystkie punkty, a jeżeli nie jest to możliwe – jak najbliżej nich. U mnie wygląda to tak.

Jak już wspominałem, rysuję swoje koło fajnego życia na iPadzie, w aplikacji Good Notes, i gdy nie jestem zadowolony z narysowanej elipsy, mogę cofnąć ostatnią czynność i poprawić rysunek. Jeżeli używasz kartki i ołówka – wtedy gumka do ścierania może ponownie okazać się bardzo pomocnym narzędziem.

Gotowe. Elipsa, którą przed chwilą narysowałeś pokazuje gdzie na drodze do fajnego życia się znajdujesz. W idealnym życiu byłaby ona perfekcyjnym kołem – jednak taki stan raczej ciężko jest osiągnąć, a i tak na prawdę nie wcale nie chodzi o to, aby być idealnym. Liczą się dążenia, kontrola, wnioski. Twoja elipsa wcale nie musi być perfekcyjnym kołem – wystarczy, że będzie się zmieniała i szła w tym kierunku. Zadanie, które Ci dzisiaj zaprezentowałem, ma na celu pokazanie, nad czym powinieneś więcej pracować a nie ile brakuje Ci do ideału – jeżeli chcesz dążyć do osiągnięcia fajnego życia. U mnie taka metoda sprawdza się bardzo dobrze. Korzystaj z niej regularnie, aby nie tylko sprawdzać, gdzie aktualnie się znajdujesz na drodze do fajnego życia, ale również aby oceniać, czy podążasz w dobrą stronę.

I na koniec jeszcze jedna rada: bądź szczery w rysowaniu Twojego koła fajnego życia – tylko wtedy spełni ono swoje zadanie.

Zachęcam Cię do pobrania szablonu koła fajnego życia i samodzielnego oraz regularnego wypełnienia go. Przygotowałem go specjalnie dla. Ciebie – jest w formacie A4 i opracowany tak, abyś mógł go sobie wydrukować a następnie wypełnić. Ciekawy jestem jakie wnioski wyciągniesz po wykonaniu tego ćwiczenia. A może w inny sposób weryfikujesz swoje dążenia do poprawy jakości życia? Daj znać w komentarzach!

Jak rzucić palenie? Czyli moja droga do pozbycia się nałogu

Jak rzucić palenie? Czyli moja droga do pozbycia się nałogu

19 lipca 2019 roku miną dokładnie trzy lata od kiedy rzuciłem palenie. Traktuję ten dzień jak moje drugie urodziny. Wydaje się, że trzy lata to sporo czasu, jednak wiem, że bardzo łatwo by było zmarnować ten czas i momentalnie powrócić do nałogu. W prawdzie nie „ciągnie mnie” ani trochę (ANI TROCHĘ!) do papierosów, ale do końca życia będę już uważał się za „narażonego”. A dzisiaj (publikuję ten wpis 31 maja) obchodzimy Światowy Dzień bez Papierosa. Jeżeli pierwsza wymieniona data to moje drugie urodziny, to dzień dzisiejszy mogę chyba traktować jak imieniny 😉 W każdym razie – również świętuję.

Trzy lata… mój organizm jeszcze długo będzie się regenerował. Podobno dopiero po pięciu latach od rzucenia palenia o połowę spada ryzyko chorób górnych dróg oddechowych, a dopiero po dziesięciu ryzyko raka płuc. Nie jestem więc nawet w połowie. A aby zbliżyć się do puli szczęśliwców, którzy nigdy nie palili, i mieć takie same „szanse” jak oni na raka płuc i różne paskudne choroby układu krążenia, potrzeba aż piętnastu lat. Także długa droga przede mną. Jednak warto powalczyć, w końcu drugiego życia nie będę miał 🙂

Rzucenie palenia do dziś uważam za jedną z najlepszych decyzji mojego życia. A moment w którym sięgnąłem po pierwszego papierosa za czarną kartę historii. Decyzja o pokonaniu papierosów zmieniła moje życie. Jej efektem jest totalnie nowy styl życia, ale i blog na którym jesteś.

Nie uważam się za eksperta w temacie pozbywania się nałogów, ale z pewnością znalazłem bardzo skuteczną (i w moim przekonaniu jedyną właściwą) metodę nie tylko na samo rzucenie, ale również na wytrwanie w postanowieniu niepalenia. Jest nią odpowiednia motywacja. Nie zastąpią jej żadne tabletki, gumy, akupunktura czy hipnoza.

Wiele razy widziałem jak ludzie rzucają palenie z niewłaściwych powodów. Niektórzy robią to ze względów finansowych – i… wracają do nałogu zaraz po wypłacie, podwyżce czy premii. Pieniądze okazują się w tym przypadku być bardzo słabym motywatorem. Inni rzucają, bo ktoś ich o to poprosił – dzieci, rodzice, czy przyjaciele. Kończy się to w dość żenujący sposób – popalanie w ukryciu, a w momencie wyjścia prawdy na jaw – rozczarowanie osoby dla której „postanawiamy” rzucić. Spotkałem się też z przypadkiem, w którym rzucenie palenia zmotywowane było zazdrością – o to, że komuś innemu się udało. Taka motywacja wystarczyła raptem na kilka dni. Kobiety czasem rzucają palenie, gdy zajdą w ciążę, a często i młodzi tatusiowie postanawiają na trochę pożegnać się z nałogiem. Zapału zazwyczaj wystarcza do pierwszych urodzin dziecka – i to też tylko tym najbardziej wytrwałym. Szczerze mówiąc, nie znam nikogo, kto rzucił papierosy z jednego z powyższych powodów i do nich nie powrócił. I wcale się nie dziwię. W końcu każdy z opisanych wyżej przypadków zakłada walkę z nałogiem – nie dla siebie.

Jedyny skuteczny sposób i gwarancja długotrwałego efektu, to pozbycie się nałogu właśnie dla siebie, swojego życia i zdrowia. W tym przypadku masz największą szansę na wytrwanie w decyzji. Jeżeli kochasz swoje życie, każdy dzień w którym jesteś na tym świecie, każdą minutę w której możesz się cieszyć z otaczającego Cię świata, wtedy nałogi – takie jak palenie papierosów – stają się Twoim bezpośrednim wrogiem. A to z kolei daje siłę do walki –trudnej i nierównej – walki ze słabościami, przyzwyczajeniami a często i osobami z Twojego otoczenia. Chęć życia da Ci siłę do wytrwania w postanowieniu o rzuceniu palenia, ale co zrobić, aby zacząć?

Napisy na paczkach mogą odstraszyć?

Gdy palisz, nie zwracasz uwagi na te paskudne obrazki i groźne ostrzeżenia z paczek papierosów. Ja nie zwracałem. „Palenie powoduje raka i choroby serca.” – gdy jeszcze paliłem ten napis był chyba najgroźniejszym, co występowało na paczkach. Teraz za szybą w kioskach widuję sporo groźniejsze obrazki – zdjęcia różnych narządów wewnętrznych osób palących. Jednak prawda jest taka, że to działa jedynie na wyobraźnię osób, które nie palą. A najbardziej tych, które rzuciły. Palacze mają takie komunikaty totalnie w nosie. Wiem to – bo i ja je ignorowałem. Być może przekazy z paczek są źle sformułowane? Może wizja choroby odległej o kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, jest zbyt trudna do wyobrażenia? Może lepiej by było, gdyby napis brzmiał na przykład „Ta paczka papierosów skróci Twoje życie o dwie godziny. Smacznego”? Bo taka właśnie jest prawda. Jeden papieros skraca życie o jakieś 5,5 minuty – tak statystycznie podchodząc do sprawy. Cała paczka zbierze około dwóch godzin życia. Może na każdym papierosie powinien być nadrukowany napis „5 minut”, aby osoba paląca wiedziała dokładnie co sobie robi właśnie tym jednym, konkretnym papierosem? Albo lepiej – nadrukowany na każdym papierosie napis „Twoje życie” – jego spalanie mogłoby dać komuś do myślenia.

Pamiętam, że dla mnie uświadomienie sobie tego, co każdy kolejny papieros robi z moim życiem było kluczowe.

Rosyjska ruletka

Jest jeszcze jedna rzecz. Bardzo ważna, taka, która miała bezpośredni wpływ na moją decyzję o rzuceniu palenia. W jednym z artykułów przeczytałem kiedyś, że osoba paląca może przez całe lata być zdrowa, czuć się dobrze, nie zachorować na żadną z chorób towarzyszących papierosom, ale nasz organizm ma swój limit. Dla każdego jest on inny. Dla jednej osoby może to być 100, dla innej 10 tysięcy papierosów. Możesz palić całe lata, ale wystarczy jeden papieros powyżej Twojego limitu, i wszystko zacznie się sypać. Zaczną się choroby, które nie będą już miały końca, będzie już po prostu za późno.

Pamiętam, że od momentu kiedy o tym przeczytałem, myśl, że każdy kolejny papieros może być właśnie tym jednym, prześladowała mnie non stop. Z każdym kolejnym wypalanym papierosem czułem, że zbliżam się do mojego limitu. Ale to była pozytywna myśl – ponieważ wiedziałem, że mam jeszcze szansę. A właściwie – miałem taką nadzieję. I to właśnie ta nadzieja popchnęła mnie do tej jednej z najważniejszych decyzji w moim życiu.

Jak wyglądają płuca?

Dość mocne wrażenie wywoływały na mnie zawsze filmy pokazujące jak mogą wyglądać narządy osoby palącej papierosy. Łudziłem się zawsze, że to przecież nie możliwe aby do czegoś takiego siebie doprowadzić, ale zaraz przypominałem sobie, że przecież każdego dnia kilkanaście razy dziennie faszeruję swoje płuca dymem! Zupełnie, jakbym robił sobie inhalacje z dymu z ogniska… I przypominałem sobie od razu, jak bardzo nie cierpię gdy moje ubrania po grillu, czy ognisku, śmierdzą dymem. A przecież to samo robiłem moim płucom.

Jeżeli stoisz przed decyzją o rzuceniu palenia, chciałbym Ci pokazać dwa z takich filmów. Mam nadzieję, że zadziałają na Twoją wyobraźnię.

Tylko uwaga: są dość obrzydliwe. Ale jeżeli palisz, to być może właśnie tak wyglądają TERAZ Twoje płuca.

Drugi wcale nie jest lepszy…

Ja rzuciłem. Jestem dumny i szczęśliwy. Razem z papierosami pozbyłem się wielu problemów – od tych drobnych, codziennych, jak paskudnie żółte palce, smród z ust czy intensywne pocenie się – aż po większe ale i dużo ważniejsze, jak ogólne zdrowie, które znacznie się u mnie poprawiło. Zniknęły problemy z oddychaniem, moja odporność znacząco wzrosłą, mogę biegać, spacerować, pływać. Tak jak pisałem wielokrotnie w tym artykule (a chyba z milion razy w innych artykułach), decyzja o rzuceniu palenia była jedną z najlepszych w moim życiu i na zawsze je zmieniła. Jeżeli sam się zastanawiasz nad podjęciem podobnej – nie czekaj, im szybciej to zrobisz, tym lepiej dla Ciebie. Powodzenia!

Morning Pages: Jak? Po co? Dlaczego?

Morning Pages: Jak? Po co? Dlaczego?

Od jakiegoś czasu, codziennie rano, publikuję na blogu nowy wpis o tajemniczej nazwie Morning Pages i bieżącą datą. To moje nowe, poranne ćwiczenie, które wykonuję już od ponad miesiąca. Uwielbiam to robić a i wielką radość sprawia mi, gdy mówicie, że lubicie przeglądać te moje zapiski. Postanowiłem więc napisać kilka słów wyjaśnień: o co właściwie w tym chodzi i dlaczego każdego dnia wrzucam je na bloga. Liczę na to, że temat zainteresuje Cię na tyle, że sam zechcesz sięgnąć po tworzenie swoich porannych stron.

Morning Pages to ćwiczenie, o którym słyszałem już nie raz – głównie w angielskojęzycznych podcastach. Jest to jedna z form prowadzenia pamiętnika. Pierwszy raz na poważnie zainteresowałem się nią po wysłuchaniu wywiadu z Laurą McClellan z podcastu The Productive Woman. Laura opowiadała, jak każdego dnia rano siada do swojego notatnika i zapisuje w nim trzy strony dowolnym tekstem. Po prostu siada i pisze. Początkowo myślałem, że takie zadanie musi być dość trudne – w końcu nie łatwo jest na zawołanie zacząć pisać, a do tego „produkując” aż trzy strony w notatniku (a może to tylko ja?). Jednak w tym ćwiczeniu nie chodzi o samą treść, tylko o kształtowanie nawyku pisania. Nie ma więc znaczenia temat, tylko fakt, że siedzisz i piszesz, oraz że powtarzasz to ćwiczenie codziennie o tej samej porze. Bo tak właśnie trzeba to traktować – jak ćwiczenie, albo rozgrzewkę – do właściwego pisania.

Po wysłuchaniu wywiadu z Laurą, pomysł wdrożenia Morning Pages kiełkował mi w głowie przez dobrych kilka tygodni. Nie bardzo wiedziałem jak zacząć. W końcu od dawna nie używam papierowych notesów – i zdecydowanie nie chcę do nich wracać – a z kolei pisanie tak luźnych tekstów na klawiaturze iPada, czy nawet komputera, jakoś mi nie pasowało. Gdy siadam do klawiatury, zazwyczaj czynię to aby napisać coś konkretnego i raczej przemyślanego – wpis na bloga, maila do klienta, czy nawet krótką wiadomość tekstową. Wszystko to zazwyczaj ubrane jest w konkretną formę, przeczytane i poprawione kilka razy przed publikacją czy wysłaniem. Być może moja niechęć do pisania luźnych i bardzo spontanicznych tekstów w taki sposób ma związek ze sposobem, w jaki pracuje mózg w momencie, gdy piszę na klawiaturze. Nie tworzę wtedy liter, czy wyrazów podczas pisania, ale układam wyrazy w głowie, a następnie wybieram odpowiednie przyciski, które pozwalają mi przelać gotową myśl na ekran urządzenia na którym w danej chwili piszę. Dotyczy to również klawiatury ekranowej w iPhonie – na którym też zdarza mi się pisać. Mój prywatny dziennik, który tworzę w Day One, jest i tak sporym wyzwaniem biorąc pod uwagę, że prowadzę go właśnie przy użyciu klawiatury. Być może dlatego wpisy w nim nie są zbyt długie a i nie każdego dnia mam siłę aby taki wpis stworzyć (choć oficjalnie tłumaczę to brakiem czasu). Pismo odręczne to coś zupełnie innego, totalnie inaczej działą nasz mózg, gdy wykorzystujemy go do tworzenia tekstu. Litery, jak i całe wyrazy, powstają bardziej spontanicznie i to w momencie samego pisania, a nie jak w przypadku klawiatury – krótki moment wcześniej. Wiedziałem więc, że pisanie moich Morning Pages na klawiaturze jest raczej skazane na porażkę w dłuższej perspektywie.

Zastanawiałem się więc jak zacząć tworzyć moje Morning Pages, a jednocześnie wytrwać. Szukałem sposobu, aby to poranne ćwiczenie sprawiało mi jak największą frajdę – to przecież najlepsza droga do stworzenia i utrwalenia nowego nawyku. I wtedy wpadł mi do głowy prosty, ale jakże genialny pomysł: Apple Pencil. Właściwie nie jest to pomysł, ale urządzenie – rysik od Apple, służący do rysowania i odręcznego pisania na iPadzie. Zmienia on całą filozofię używania iPada – tabletu, który przecież tak lubię używać. Dzięki Apple Pencil, iPad może stać się moim prawie-papierowym notesem, a tego właśnie potrzebowałem: notesu do odręcznego pisma, który jednocześnie nie jest papierowy. „Odkrycie” sposobu na pisanie porannego pamiętnika zbiegło się w czasie z dużą aktualizacją aplikacji Good Notes, czyli mojej ulubionej do tworzenia odręcznych notatek na iPadzie. Stała się ona – w końcu – ładna, a jej używanie zaczęło mi sprawiać radość jeszcze większą niż wcześniej. To ostatecznie przekonało mnie, aby zacząć. Zdecydowałem, że (przynajmniej na początek) będę się starał zapisywać całą jedną stronę notatnika – uznałem że to wystarczająco dużo a i tak może nie zawsze udać mi się zapisać nawet tyle. Pierwszy wpis powstał w lutym 2019 roku. „Poskarżyłem” się w nim samemu sobie, że jestem tak słabo zorganizowany. Był to akurat trudny dla mnie moment, w którym spadło na mnie kilka nowych obowiązków w pracy a drobne problemy domowe skutecznie dezorganizowały mi kolejne dni. Po zapełnieniu całej strony luźnym, niezobowiązującym do niczego tekstem, poczułem ulgę. Towarzyszyły temu też inne emocje niż te, które doświadczam po stworzeniu nowego wpisu w moim regularnym dzienniku (tworzonym w Day One). Był to zupełnie inny rodzaj treści. Odręczne pisanie przynosiło efekty – i nie przeszkadzała ani trochę fakt, że przecież tak na prawdę pisałem jedynie rysikiem po szkle, a nie długopisem po kartce papieru. Czułem też, że rozwijam moje zdolności pisarskie – a na tym przecież również mi zależało. Zobaczyłem w tym prostym ćwiczeniu nowy, wspaniały element moich poranków. Od tamtego momentu, każdego dnia zaraz po śniadaniu i krótkiej medytacji, siadam na kanapie, włączam uspokającą muzykę relaksacyjną, biorę iPada, Apple Pencil i zapisuję kolejną stronę moich Morning Pages, które dalej prowadzę w Good Notes. Temat na dany dzień pojawia się zazwyczaj w momencie, gdy biorę do ręki Apple Pencil, aby napisać pierwsze słowo. Choć zdarza się, że pomysł wpada do głowy na przykład podczas medytacji – wtedy podekscytowanie często przeszkadza w odpowiednim skupieniu 🙂 Jak narazie bardzo chwalę sobie mój nowy pisarski nawyk.

Pomysł z publikacją Morning Pages na blogu wpadł mi do głowy na początku kolejnego miesiąca. Pomyślałem, że dzięki temu będę czuł jeszcze większe zobowiązanie do regularnego pisania – i narazie to podejście się sprawdza, nie opuściłem ani jednego dnia. I choć wiem, że wcześniej, czy później zdarzy mi się jakaś przerwa (life happens – zawsze lepiej myśleć o tym za wczesu a nie zakładać perfekcyjny, nie do zrealizowania plan), to mam nadzieję, że do tego czasu będę już na tyle zakochany w praktykowaniu Morning Pages, że nie spowoduje ona, stałęgo osłabienia mojego nawyku. Mam też nadzieję, że przy okazji i Wam przydadzą się moje codzienne notatki.

Notatnik tego typu z założenia powinien służyć jedynie do pisania. Teksty w nim powstałe nie wymagają oceny, czy nawet czytania. Ja jednak postanowiłem jeszcze lepiej wykorzystać to, co rano pojawia się w mojej głowie. Po zapisaniu porannej strony, czytam cały powstały tekst i staram się przeanalizować to, co napisałem. Nie poprawiam, nie zmieniam, tylko analziuję. Wyciągam z tekstu sedno i podkreślam kluczowe stwierdzenia. Tworzę sobie w głowie dodatkowe podsumowanie i wyciągam wnioski z tego co napisałem. Dzieki temu czerpię z mojego ćwiczenia dodatkową korzyść.

Zachęcam Cię do spróbowania tworzenia Morning Pages. Potrzebujesz do tego jedynie odrobiny ciszy (albo może muzyki relaksacyjnej?), papier i długopis. Tyle. Być może do działania zainspirują Cię moje wpisy, które wrzucam na osobną podstronę bloga Fajne Życie. Jeżeli zapisanie założonej liczby stron Morning Pages okaże się dla Ciebie zbyt trudnym zadaniem, może lepszym rozwiązaniem od ograniczenia ilościowego (liczba stron) będzie dla Ciebie ograniczenie czasowe? Na przykład pisanie przez 15 minut – to bardzo dobre na początek, a z czasem może uda Ci się wypracować odpowiedni nawyk i zapisanie jednej, czy nawet kilku stron, nie będzie już tak dużym wyzwaniem.

Informacje o nowych artykułach i porady
jak prowadzić fajne życie prosto na Twój e-mail

Jesteś na liście! Teraz sprawdź swoją skrzynkę mailową.