Asia rzuca palenie! Czyli plan porażki w jednym kroku

Asia rzuca palenie! Czyli plan porażki w jednym kroku

Asia, moja znajoma, rzuca palenie. Od kilku lat. Jest już o krok od sukcesu – wszystko przygotowała. Podjęła decyzję i… właściwie tyle. Pozostał jej do wykonania drugi, finalny etap – przestać palić. Z realizacją tego kroku czeka jednak na odpowiedni moment. Asia, tak jak ja, pracuje w domu. To wprost wymarzone zajęcie dla poszukiwaczy wymówek. W końcu zawsze znajdzie się klient, który swoimi poprawkami w projekcie doprowadza do szału – co jak wiadomo lekko opóźnia realizację wszelkich ważnych postanowień. Gdy w końcu przeprawa z klientem wydaje się być skończona, jest oczekiwanie na finalizację projektu, potem pieniądze – równie stresujące momenty i jeszcze gorszy czas na walkę z nałogami. Gdy klient zapłaci to albo jesteś już po uszy w kolejnym projekcie albo – co chyba gorsze – gorączkowo szukasz kolejnego zajęcia. Obydwa przypadki spokojnie wystarczą do skutecznego odwlekania decyzji o dalszej walce z nałogiem. I nawet gdy nadchodzi ten jeden idealny moment, ta jedna w roku chwila, gdy stary projekt się skończy, pieniądze z niego są już na koncie a nowy startuje dopiero za tydzień – łatwo jest odnaleźć milion powodów które powodują ogromny stres i uniemożliwiają podejmowanie wszelkich ważnych decyzji. Z pewnością to będzie moment, w którym akurat trzeba zapłacić podatki, ZUS, czy wyjaśnić problem z księgową albo chociaż pomyśleć nad zmianą logo firmy. Jak nie, to przecież trzeba sprzątnąć biurko i oczywiście pomyśleć o zmianie fotela – w końcu wygoda w pracy to podstawa. A jak najlepiej wybrać nowy fotel? Oczywiście z katalogiem Ikei, kawą i… papierosem.

Tak też rzuca palenie Asia. Całe życie. I, choć wcale jej do tego nie namawiam, średnio raz w miesiącu słyszę: „Jeszcze ten jeden projekt i już napewno rzucam. Tym razem już to zrobię, wiem że warto, ale jeszcze miesiąc albo dwa…”

Tak sobie myślę – czasem zamiast coś chcieć, trzeba po prostu to zrobić. Ten krótki wpis dedykuję każdemu z Was, kto obiecuje sobie „jeszcze ten jeden miesiąc…”.

W 80 dni dookoła świata, czyli jak zaplanować podróż życia

W 80 dni dookoła świata, czyli jak zaplanować podróż życia

Jeżeli zaglądasz czasem do mnie na bloga lub przynajmniej czytasz newsletter, to wiesz, że bardzo lubię podcasty. Uwielbiam szczególnie te, które potrafią zainspirować. Niewątpliwie takim właśnie podcastem jest jeden z pierwszych, jakie w ogóle zacząłem słuchać – „Więcej niż oszczędzanie pieniędzy” Michała Szafrańskiego. Ostatni odcinek, który miałem okazję przesłuchać, tylko to potwierdza. Michał zaprosił do rozmowy Karola Lewandowskiego, z bloga „Busem przez świat” i Panowie rozmawiali o podróżowaniu oraz blogowaniu. Wow, chyba idealne połączenie 🙂 Po przesłuchaniu sam miałem ochotę rzucić wszystko, kupić starego busa i wybrać się w podróż dookoła świata!

Nie był to pierwszy raz, kiedy miałem okazję posłuchać historii Karola – „spotkałem” go już wcześniej dwa razy, podczas konferencji na których występował. Jedno z tych wystąpień zamykało w 2016 roku Blog Poznań Conference na której byłem. Zastanawiałem się wtedy, czy nie odpuścić sobie tej jednej, ostatniej prelekcji aby zdążyć na wcześniejszy pociąg do domu. Zostałem. Karol opowiadał o początkach blogowania, pierwszych podróżach i rewolucji jaką sobie zafundował w życiu. Było to najlepsze wystąpienie. Karol wie jak spełniać marzenia i inspirować do tego innych!

Jeżeli nie znasz Karola Lewandowskiego i bloga Busem przez świat, polecam Ci abyś przesłuchał wywiad, jaki przeprowadził z nim Michał Szafrański, a wcześniej obejrzał film, który Karol pokazał właśnie podczas Blog Poznań Conference w 2016 roku:

Jednak ten wpis nie powstał po to abym malował laurkę dla obu Panów (choć niewątpliwie im się należy). Nie ukrywam, że styl życia jaki prowadzi Karol Lewandowski bardzo mi się podoba. Podróżuje i bloguje – i jeszcze te dwa zajęcia pozwalają mu się utrzymać… Kto z Was by tak nie chciał? 🙂

Zainspirowany taki stylem życia, postanowiłem, że i ja wyruszę w podróż. Nie dziś, nie jutro, pewnie nie busem i pewnie nie na kilka miesięcy. Choć właściwie czemu nie? Najważniejsze jednak jest, abym zaczął od planu. Od przemyślenia wszystkiego, przygotowania mapy mojej podróży i zrobienia pierwszych kilku kroków.

Zacząłem więc szperać w internecie i na podstawie wielu artykułów jakie znalazłem, przygotowałem sobie przewodnik – takie „krok po kroku” do podróży dookoła świata! I dzisiaj dziele się nim z Tobą 🙂

Przewodnik obejmuje 10 kroków, jakie trzeba wykonać, aby mądrze zaplanować podróż dookoła świata 🙂 Nawet jeżeli planujesz miesięczną wyprawę na jeden tyko kontynent, warto przygotowywać się jak na podróż dookoła całego globu!

Krok 1 – wybór miejsc

Niby oczywiste, ale kto by pomyślał, aby od tego właśnie zacząć? Gdybym planował taką podróż bez żadnej pomocy, pewnie na początku pomyślałbym o liście rzeczy do spakowania… a to oczywiście niewłaściwa droga. Bo niby skąd wiedzieć czy potrzebny będzie parasol czy krótkie spodenki, skoro jeszcze nie wiadomo czy jedziesz do Londynu, czy lecisz na Teneryfę?

Więc na początku warto ustalić jakie Państwa chcesz tak na prawdę odwiedzić. Wziąć mapę i przypiąć pinezki – takie prawdziwe – na papierowej mapie, albo te wirtualne – na Mapie Googlowej. Taka lista pokaże również jak długo będzie potrwać podróżą, a dalej – jaki budżet zgromadzić.

Gdy lista będzie gotowa – warto zweryfikować ją z listą ostrzeżeń dla podróżujących Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Znajdują się tam informacje m.in. o konfliktach zbrojnych na danych terenach – a to oczywiście jest przeciwwskazaniem do podróży w dane miejsce.

Krok 2 – planowanie trasy

Z gotową listą miejsc, jakie chcesz odwiedzić, możesz zacząć planować właściwą już trasę przejazdu. Zaznaczone na mapie miejsca trzeba połączyć. Wybrać Państwa przez które będziesz musiał przejechać, określić środki transportu jakie wykorzystasz, zaznaczyć drogi którymi będziesz się poruszać. Warto również wziąć pod uwagę pogodę jaka może występować w miejscach do których będziesz podróżować.

Powstałą listę, jak wcześniej, również warto zweryfikować z listą ostrzeżeń dla podróżujących Ministerstwa Spraw Zagrniancznych

Krok 3 – stwórz budżet podróży

Jeżeli wiesz już jakie miejsca chcesz odwiedzić oraz jak się do nich dostaniesz, możesz zacząć planować budżet całej podróży! Być może nie będzie to najprzyjemniejszy moment całego planowania, ale bez tego z pewnością się nie uda 🙂 Musisz wiedzieć ile będziesz potrzebował pieniędzy, aby nie zakończyć podróży bez pieniędzy w samochodzie bez paliwa 300 km od domu.

Planując budżet Twojej wycieczki, warto odwiedzić różne blogi podróżnicze, na przykład właśnie „Busem przez świat”, gdzie Karol pokazuje jak z małym budżetem wybrać się w taką podróż życia.

Twój spis wydatków powinien być podzielony na Państwa, i zawierać transport, zakwaterowanie, jedzenie i picie oraz opłaty za rzeczy dodatkowe, np. wizy. Gdy poznasz kwotę jaka będzie Ci potrzebna do zrealizowania podróży, będziesz mógł zacząć ją dostosowywać do możliwości finansowych. Zamieniać hotele na hostele albo odwrotnie. To bardzo istotny krok – jego odpowiednie przygotowanie zaważy na powodzeniu całych przygotowań.

Krok 4 – zorganizuj pieniądze na wyjazd

Niestety, samo zaplanowanie budżetu to za mało aby móc wyruszyć w podróż. Potrzebne pieniądze trzeba jeszcze zgromadzić. Musisz też zaplanować jak będziesz przechowywał zebrane pieniądze. Nie chcesz chyba wozić ze sobą worka z gotówką? Być może odpowiednim rozwiązaniem będzie wykorzystanie kart wielowalutowych, np. Revoluta – popularnej usługi pozwalającej relatywnie tanio wymieniać pieniądze pomiędzy walutami. Warto również zastanowić się, co być zrobił, gdy Twoja karta zostałaby skradziona. Czy masz zaplanowane jakieś wyjście awaryjne? Czy takie wydarzenie pokrzyżowałoby Ci plany? Czy złodziej miałby dostęp do wszystkich Twoich pieniędzy i musiałbyś z tego powodu zakończyć podróż? Oczywiście nie życzę Ci takiego scenariusza – ale jedziesz w daleką podróż, lepiej być gotowym i na takie przygody.

Krok 5 – zapisz podróż w kalendarzu

Czas na kolejny duży i konkretny krok. Umiejscowienie Twojej podróży w czasie. Weź kalendarz i wpisz wszystkie daty. Zacznij od momentu wyjazdu, i opisuj każdy kolejny dzień. Weź pod uwagę potrzebny czas podróży i liczbę dni jaką chcesz pozostać w każdym mieście. Na koniec sprawdź czy łączny czas podróży jaki Ci wyszedł pokrywa się z pierwotnymi założeniami.

Krok 6 – paszport i wizy

Jeżeli Twoja podróż będzie obejmowała tylko Unię Europejską, nie będziesz potrzebować ani wiz, ani paszportu. Jeżeli jednak faktycznie chcesz wyruszyć dookoła świata – wtedy ten krok będzie niezwykle istotny. Paszport to podstawa, bez niego nie tylko nic nie załatwisz, ale i nigdzie dalej nie pojedziesz. Pamiętaj, że wyrabianie paszportu trochę trwa – weź to pod uwagę w swoich planach. Jeżeli paszport masz już wyrobiony – sprawdź koniecznie jego ważność, aby nie skończyła się w połowie podróży.

Druga sprawa to wizy – musisz sprawdzić każde z Państw do których planujesz podróż oraz te przez które będziesz tylko przejeżdżał. Wypisz miejsca do których będzie Ci potrzebna wiza i zajmij się ich wyrobieniem.

Krok 7 – Zacznij rezerwować!

Jeżeli doszedłeś do kroku 7, to nie ma już na co czekać i chyba trzeba rezerwować! 🙂 Wypisz sobie miejsca, w których musisz dokonać rezerwacji. Twoja lista może być krótka, ale i bardzo długa – w zależności od specyfiki podróży. Pamiętaj aby wziąć pod uwagę transport (lot, autobus, pociąg, wynajem samochodu), zakwaterowanie (hotel, motel, hostel, camping, airbnb) oraz atrakcje turystyczne których nie chcesz ominąć a które wymagają wcześniejszej rezerwacji. Skorzystaj z list sporządzonych w poprzednich krokach. Mądrze zrobione rezerwacje mogą Ci też pozwolić na pewne oszczędności – w niektórych miejscach obowiązują zniżki w przypadku odpowiednio wcześniej dokonanych rezerwacji.

Krok 8 – dom, praca…

Zadbaj o to, abyś miał do czego wracać. Odpowiednio długi urlop w pracy, powiadomienie współpracowników, rodziny i przyjaciół o podróży i tym, że może być z Tobą utrudniony kontakt. Sąsiadka, która podczas nieobecności podleje kwiatki i nakarmi koty to również dobry pomysł. To tylko kilka z rzeczy o których warto pomyśleć.

Krok 9 – zaszczep się, weź potrzebne leki, dokumenty

Jeżeli Twoja wyprawa to podróż dookoła świata, koniecznie zadbaj o odpowiednie szczepienia. Na kilka miesięcy przez wyruszeniem w trasę, powinieneś udać się do lekarza specjalisty w poradni chorób tropikalnych, który zleci odpowiednie badania i szczepienia. Ochronią Cię one przez niektórymi, powszechnie występującymi i często groźnymi chorobami. Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach Pańswtowej Inspekcji Sanitarnej.

Krok 10 – spakuj się

Spakowanie się na podróż dookoła świata może być nie lada wyzwaniem. Aby nie była ona zbyt uciążliwa, nie możesz zabrać zbyt wielu rzeczy, z drugiej jednak strony musisz też być przygotowanym na zmiany klimatu w kolejnych państwach. Tworząc listę rzeczy do spakowania skorzystaj z wcześniejszych list, gdzie wypisałeś państwa jakie zamierzasz odwiedzić oraz pogodę jaką możesz w nich zastać.

Bonus – ubezpiecz się

Jeżeli udajesz się w dłuższą podróż, a ta dookoła świata bez wątpienia do takich właśnie należy, bezwzględnie powinieneś siebie i swoją wycieczkę ubezpieczyć. Wybierz odpowiednią firmę, która pokryje zarówno koszty ewentualnego leczenia, ale i zwróci pieniądze w przypadku odwołanego lotu czy zagubionego bagażu. Jest duża szansa, że takie ubezpieczenie nie będzie Ci potrzebne, czego Ci oczywiście życzę. Jednak w sytuacjach gdy się przydaje – zazwyczaj ratuje życie.

Kto z nas nie marzy o wielkiej podróży przez świat. I wcale nie musi być to wyprawa Busem jak Karol Lewandowski, choć przyznam, że zazdroszczę mu ogromnie 🙂 Ale prawda jest taka, że każdy z nas jest w stanie w taką podróż się udać, kwestia tylko dobrego planu i przygotowania. I właśnie po to lista 10 kroków potrzebnych do przygotowania takiej podróży. Jeżeli i Ty o niej marzysz – weź kartkę papieru, mapę i, zgodnie z krokiem pierwszym, wypisz państwa do których chciałbyś pojechać. Zrób ten pierwszy mały kroczek – i nieważne, czy ta lista będzie sobie leżała i czekała miesiąc, rok, czy pięć lat, w oczekiwaniu na krok drugi. Ważne, że wykonasz ten pierwszy – i będziesz o 10% bliżej spełnienia marzenia 🙂

I na koniec jeszcze jedno… być może ktoś z Twoich przyjaciół albo znajomych zasługuje na spełnienie tak pięknego marzenia jakim jest podróż w świat? Jeżeli znasz taką osobę – daj jej znać o moim artykule. Być może sama weźmie kartkę i zacznie planować… 🙂

Porad kilka na poprawę koncentracji podczas pracy przy komputerze

Porad kilka na poprawę koncentracji podczas pracy przy komputerze

Praca przy komputerze to najczęściej również praca przy biurku. Więc długie godziny spędzone przy komputerze to problem zarówno dla głowy, jak i kręgosłupa. I obydwa te aspekty są ze sobą ściśle powiązane. Spadek efektywności, problemy z koncentracją, rozkojarzenie, trudności w skupieniu się – to tylko niektóre z dolegliwości związanych z długą pracą przy komputerze.

Popełniamy wiele błędów, przez które nie możemy w pełni wykorzystać możliwości i pokładów energii która w nas drzemie. Należysz do takich osób? Zmieniając niektóre elementy swojego “stanowiska pracy” jesteś w stanie wskoczyć na wyższy poziom produktywności. I dzisiaj przedstawię Ci kilka z moich sposobów na to jak być bardziej efektywnym przy komputerze.

Porządek na biurku

Podobno ludzie dzielą się na takich, którzy mają czyste, uporządkowane, wręcz puste biurka i… tych z artystycznym nieładem. Ja należę do tych pierwszych, ale nie zawsze tak było. Kiedyś moje biurko było istną stajnią Augiasza – pełne kartek, karteczek, przewodów, kubków i wszystkiego innego co mogło się na nim zmieścić. Przyszedł jednak kiedyś taki moment, w którym zrozumiałem jak bardzo mi to przeszkadza. I zmieniłem to. Teraz odczuwam wręcz zdenerwowanie, gdy na moim biurku znajduje się zbyt wiele rzeczy. Staram się, aby było ono czyste, uporządkowane i utrzymane w minimalistycznym stylu.

Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko?

Długo zastanawiałem się nad tym zdaniem wypowiedzianym kiedyś przez Alberta Einsteina. Doszedłem do wniosku, że tu nie chodzi jednak o puste, ale o uporządkowane i „poukładane” biurko. Teoria Einsteina jest błędna już u podstaw – biurko puste mamy tylko i wyłącznie na samym początku gdy siadamy do niego pierwszy raz w życiu. Jeżeli już z niego korzystamy, przestaje być puste i może być co najwyżej uporządkowane.

Stan naszego miejsca pracy bezpośrednio odzwierciedla całe nasze życie. Zrobienie porządku na zagraconym biurku przywraca poczucie panowania nad sytuacja. Taką czynność porządkowania można porównać do oczyszczania umysłu. A gdy zrezygnujesz z niepotrzebnych rozpraszaczy i przeszkadzaczy, łatwiej będzie Ci skoncentrować się na faktycznej pracy. Każdy element odciągający uwagę od wykonywanego zajęcia, powoduje postępujący spadek efektywności. Jeżeli Twój umysł musi koncentrować się nie tylko na wykonywanym zajęciu, ale również na przedmiotach leżących w otoczeniu lub bezpośrednio na biurku przy którym pracujesz, będzie bardziej skłonny do porzucania właściwego zajęcia i zajmowania się czymś zupełnie innym.

Problem ten bardzo dobrze widać w naszych smartfonach, w których, tak samo jak na biurkach, bardzo często panuje bałagan związany z nadmiarem aplikacji. W efekcie zamiast zrobić tą jedną rzecz do której której sięgasz po telefon, często kończysz przeglądając statusy na Facebooku, zdjęcia na Instagramie lub wiadomości w Goolge News. Tylko dlatego, że ikony tych aplikacji były zaraz obok tej jednej właściwej którą chciałeś uruchomić… znasz to?

Postawa

Prawidłowa postawa przy biurku może znacznie poprawić wydajność Twojej pracy. Jednak zaniedbanie tego elementu to nie tylko słabsza produktywność, ale i późniejsze problemy ze zdrowiem. Długotrwałe siedzenie przy biurku w nieodpowiedniej pozycji może być przyczyną rozlicznych kłopotów zdrowotnych. W odróżnieniu od innych moich porad w tym artykule – tą jedną powinieneś wprowadzić niezależnie od tego, czy chcesz poprawić swoją wydajność w pracy czy nie.

Jak więc prawidłowo siedzieć i ustawić komputer? Warto skupić się przynajmniej na kilku podstawowych elementach. Pierwszym jest odpowiednio ustawiony monitor, który powinien być oddalony od oczu na odległość nie mniejszą niż 45 cm i ustawiony do nich na wprost tak, aby jego górna krawędź znajdowała się kilka centymetrów powyżej linii wzroku. Jeżeli Twój monitor jest za niski, warto dokupić do niego podstawkę, lub wykorzystać do tego celu na przykład stos książek. Drugi element to klawiatura i jej położenie – niezwykle istotny element Twojego stanowiska pracy, i wcale nie tylko gdy sporo piszesz. Powinna być ustawiona nie bliżej niż 15 cm od krawędzie biurka. Dzięki temu zostawiasz miejsce na nadgarstki. Kolejny element to fotel. Powinien być tak ustawiony, abyś Twoje stopy były oparte płasko na podłodze a kolana ugięte pod kątem 90 stopni. Jeżeli wysokość Twojego biurka na to nie pozwala, dostaw pod nogi podstawkę. Oparcie fotela powinno być wygięte lekko do przodu i podpierać mocno odcinek lędźwiowy kręgosłupa. Ostatni element to samo biurko, które powinno być na tyle duże, aby swobodnie postawić na nim monitor i ułożyć w odpowiedniej odległości od krawędzi klawiaturę.

Jest jeszcze jeden sposób na odpowiednią postawę w pracy przy komputerze: biurko stojące. Ale to temat na osobny wpis 🙂

Muzyka

Jeżeli uprawiasz jakiś sport, istnieje spora szansa, że robisz to przy muzyce. Dlaczego słuchawki na uszach to dość częsty atrybut sportowca? Ponieważ muzyka wspaniałe wyznacza rytm wykonywanych ćwiczeń. Idealnie sprawdza się na przykład przy bieganiu, gdzie ustawiając właściwy rodzaj muzyki, możesz biegać szybciej lub wolniej. Muzyka pomaga w zrelaksowaniu się podczas wykonywanych ćwiczeń, przy niej również szybciej mija czas.

Podobnie jak w sporcie, muzyka może również znacząco wpłynąć na efektywność podczas wykonywania zadań. Odpowiednio dobrana, pomoże w skupieniu się, będzie wyznaczała rytm i tempo pracy.

W prawdzie według badań z 2010 roku, opublikowanych w Applied Cognitive Psychology, muzyka lecąca w tle, może negatywnie wpływać na przyswajanie i zapamiętywanie nowych informacji, jednak przy wykonywaniu niektórych zajęć, może również poprawiać produktywność. Okazuje się również, że muzyka może poprawić zdolności kreatywne. Ważny jest jednak odpowiedni jej dobór. Taka, której tempo jest dość wysokie, może okazać się utrudnieniem dla umysłu. Nie powinieneś również na siłę zmuszać się do słuchania muzyki, której nie lubisz – tylko dlatego, że ktoś inny powiedział, że właśnie taka poprawi Twoją produktywność. Oczekiwany efekt możesz osiągnąć jedynie słuchając muzyki, którą lubisz.

Spore znaczenie ma również stopień zaawansowania umiejętności jakimi musisz się wykazać.

Jeśli ktoś posiada status eksperta w swojej dziedzinie, słuchanie muzyki poprawiało jego nastój, ale nie wpływało na produktywność. Inaczej natomiast było z osobami, których poziom umiejętności można by uznać za średniozaawansowany – w ich przypadku korzyści wynikające ze słuchania muzyki były największe. Z kolei u nowicjuszy w ręcz przeciwnie: słuchanie muzyki nie poprawiło ich wydajności.

– powiedziała Teresa Lesiuk, profesor edukacji muzycznej i muzykoterapii z Uniwersytetu w Miami, podczas rozmowy z magazynem Futurism.

Więcej o tym jak muzyka (i nie tylko) pomaga mi w skupieniu się podczas pracy pisałem w artykule Skupienie i Twój smartfon, do przeczytania którego gorąco się zachęcam.

Pomodoro

O technice pomodoro pisałem już dwa razy na blogu. W pierwszym wpisie wyjaśniałem na czym polega ta technika, w drugim dlaczego jej stosowanie jest nam tak bliskie i wprawia w pozytywny nastrój podczas pracy. Zachęcam Cię do zerknięcia do tych wpisów, w których szczegółowo opisuję ten prosty, tak bardzo szkolny system pracy.

Technika pomodoro towarzyszy mi każdego dnia. Dzięki niej, mogę podzielić swój dzień na bloki i planować realizację zadań na cały dzień z góry. Każdy pomidor (tak, wiem, używanie polskiej nazwy jest dość dziwne) kończy się dłuższą lub krótszą przerwą – to idealny czas na wypicie szklanki wody, wstawienie zupy lub włączenie pralki. Ten krótki oddech pozwala mi jednocześnie nabrać odrobiny dystansu do wykonywanego aktualnie zajęcia – a to bardzo często przyspiesza jego realizację.

Kiedyś do mierzenia czasu danej sesji, używałem bardzo dobrej aplikacji Tadam autorstwa Radka Pietruszewskiego. Jest prosta i bardzo ładnie wykonana, dostępna na platformę Mac. Nie jest bezpłatna, ale jej zakup zwraca się bardzo szybko w postaci poprawienia wydajności w pracy (oczywiście pod warunkiem, że po zakupie będziesz jej używać!). Jeżeli chcesz wiedzieć więcej o Tadam, zachęcam do przeczytania recenzji (po angielsku) w serwisie Macstories.

Jeżeli używasz aplikacji do zarządzania zadaniami opartej o usługę www, np. Todoist lub wspaniała, polską Nozbe, być może zainteresuje Cię PomoDone – usługa, która pozwala połączyć listę zadań z techniką pomodoro. Ja, pomimo kilku wcześniejszych podejść do takiego rozwiązania, nie zdołałem się przekonać do PomoDone, jednak sam pomysł uważam za bardzo ciekawy.

Połączenie listy zadań z licznikiem pomodoro nie trafiło w mój gust, ale już połączenie tej techniki z licznikiem czasu pracy okazało się być strzałem w dziesiątke. Do (samo)kontroli czasu pracy używam usługi Toggle a jej aplikacja dla Maca posiada super funkcję automatycznego zatrzymywania licznika po 25 minutach i rozpoczynania kolejnego 5-minutowego oznaczonego „pomodoro-break”. Oczywiście aplikacja wysyła przy tym odpowiednie powiadomienie informujące, że czas na przerwę. Dzięki temu nie tylko używam techniki pomodoro, robię regularne przerwy w pracy, ale również nie zapominam wyłączyć lub zmienić licznik gdy „przesiadam się” z jednego projektu na drugi.

Natura

Podczas pomidorowej przerwy, poza wykonaniem kilku przysiadów, uzupełnieniu płynów i skorzystaniu z toalety, warto jest podejść na chwilę do okna i popatrzeć na otaczającą naturę (zakładam, że z Twojego okna w pracy widać choć kawałek pobliskiego parku lub chociaż przyuliczne drzewo?). Przeprowadzone przez australijskich naukowców badania dowodzą, że takie obserwowanie natury, głównie zielonych roślin, podczas przerw od pracy, zapobiega spadkowi efektywności. Jeżeli nie masz czasu na pełną kilkuminutową przerwę, spróbuj przynajmniej raz na 30 minut podejść do okna i przez 30-40 sekund popatrzeć na liście drzew lub trawę. Już nawet tak krótkie obserwacje natury pozytywnie wpłyną na poprawę Twojej produktywności. Doktor Kate Lee z Uniwersytetu w Melbourne, gdzie zostały przeprowadzone badania które potwierdziły tę zależność, jest przekonana, że dzieje się tak dlatego, że kontakt wzrokowy z naturą poprawia samopoczucie a to sprawia, że jesteśmy bardziej skoncentrowani i efektywni.

Woda

Zakładam, że wysprzątałeś już swoje biurko, włączyłeś odpowiednią muzykę i ustawiłeś licznik pomodoro do startu (jeszcze nie włączaj!). Kolejnym elementem sprzyjającym produktywności będzie szklanka lub butelka wody na Twoim biurku. Zwykłej wody, do popijania. W przypadku butelki, pamiętaj że jeżeli będzie ona plastikowa, to musi być z odpowiedniego rodzaju plastiku, czyli taka która faktycznie może mieć styczność z wodą i po tygodniu nie będzie nadawała się tylko i wyłącznie do wyrzucenia – możesz użyć na przykład takiej albo takiej – tańszej i od razu z filtrem. Jednak doskonale sprawdzi się też butelka szklana – może taka, w stylu retro?

To kilka moich porad, których zastosowanie spowoduje wzrost koncentracji i produktywności podczas pracy przy komputerze. Podobały Ci się? Mam ich jednak znacznie więcej! I z pewnością jeszcze nie raz się nimi podzielę. Jeżeli ten artykuł przypadł Ci do gustu zapisz się aby otrzymywać mój newsletter – powiadomię Cię o kolejnych, podobnych artykułach na moim blogu. Będzie mi również bardzo miło, jeżeli udostępnisz ten artykuł w mediach społecznościowych. Być może pomoże on komuś z Twoich znajomych poprawić efektywność w jego pracy?

Audiobooki i Twój smartfon

Audiobooki i Twój smartfon

Audiobooki to temat, który początkowo zafascynował mnie do tego stopnia, iż początkowo myślałem, że nigdy więcej nie będę musiał czytać książek. Tak bardzo się pomyliłem. Moje zauroczenie nie trwało długo. Szybko uświadomiłem sobie, dlaczego ta forma przekazu książek nie jest w stanie pokonać tradycyjnych, papierowych wersji i samej czynności czytania. Gdy interesuje mnie przyswajanie treści w formie audio – wybieram najczęściej podcasty. Gdy sięgam po książkę, a w dużej większości są to poradniki, chcę mieć możliwość zmiany tempa czytania, robienia przerw na notatki i możliwości powtórnego przeczytania danego fragmentu. Chcę mieć możliwość zrobienia przerwy i zastanowienia się nad tym o przed chwilą przeczytałem.

Tak, wiem – audiobooki i aplikacje do ich obsługi, również po części na to pozwalają. Jednak nie jest to jeszcze zbyt wygodne. A dodając do tego fakt, że swoje notatki do książek sporządzam na iPhone’ie…. moje słuchanie audiobooków sprowadzało się do ciągłego przełączania pomiędzy aplikacją do słuchania (zatrzymaj, przewiń, powtórz, itd.) i tej do notowania. A to z kolei rozprasza i irytuje na tyle, że czasami przestawałem czerpać jakąkolwiek przyjemność ze słuchanych treści.

Jednak nie wszystkie książki, które czytam są z zakresu rozwoju osobistego i wymagają ode mnie tak uważnego patrzenia na literki. Wiele tytułów z mojej „biblioteczki” idealnie sprawdziło się w wersji audio. Mało tego – w wielu przypadkach audiobooki pozwalały na coś więcej. Efekty dźwiękowe, odpowiedni lektor – to sprawia, że słuchanie audiobooka może być prawdziwą przyjemnością. Fajnym tego przykładem jest powstająca od tak dawna już Biblia Audio – superprodukcja. Słuchanie tej książki w tak podanej formie to czysta przyjemność. Inny ciekawy przykład to Zaufanie, czyli waluta przyszłości Michała Szafrańskiego. Tutaj zacząłem od audiobooka, ale po jego przesłuchaniu (świetny! I do tego czytany przez samego autora) zdecydowałem się zakupić wersję papierową książki i przeczytać ją ponownie – ale traktując ją już nie jako ciekawą biografię, ale trochę jak poradnik.

Jak widzisz, mimo tego co napisałem na początku, sięgam czasami i do audiobooków. A wykorzystuję przy tym smartfona, który idealnie sprawdza się jako narzędzie do ich odtwarzania. Nie będę jednak dzisiaj namawiał Cię do słuchania konkretnych tytułów. Przedstawię za to cztery smartfonowe sposoby na to jak przy pomocy smarfona możesz odprężyć się przy audiobookach.

Audible

Biorąc pod uwagę jakość aplikacji mobilnej, komfort jej używania oraz liczbę audiobooków (głównie w języku angielskim) – jest tylko Audible i nic więcej. To jedyne rozwiązanie, które daje radę i sprawia, że słuchanie audiobooków jest czystą i prawdziwą przyjemnością.

Audible to, zakupiony przez Amazona w 2008 roku, ogromny sklep internetowy z audiobookami. Zamówione pozycje możemy słuchać zarówno przez stronę internetową, aplikacje mobilną dostępną na IOS i Androida, oraz za pomocą czytnika Kindle (słuchając przez słuchawki Bluetooth). Integracja z czytnikiem Amazona ma jedną ogromną zaletę: dzięki usłudze Kindle with Whispersync for Voice, postęp w czytanych książkach może być synchronizowany się z postępem w słuchanym audiobooku – oczywiście w ramach tego samego tytułu i pod warunkiem, że wersję „Kindlową” zakupisz w sklepie Amazona i dodatkowo dokupisz tą samą pozycję w wersji audiobookowej. Dzięki temu nie będziesz musiał szukać w audiobooku miejsca, w którym skończyłeś ostatnio czytać.

Audible działa na zasadzie miesięcznej subskrypcji, w ramach której otrzymujesz co miesiąc kredyt na zakup jednego, dowolnego audiobooka. Jeżeli w danym miesiącu masz ochotę dokupić drugiego (i więcej), oczywiście możesz to zrobić, wtedy cena kolejnych pozycji będzie już wyższa i uzależniona od tytułu.

Co ważne – nawet po wyłączeniu comiesięcznej, płatnej subskrypcji, masz dostęp do zakupionych wcześniej audiobooków. Każdy tytuł przed zakupem możesz przetestować, przesłuchując bezpłatna próbkę. Jezeli jednak zdecydujesz się na zakup a książka nie spełni Twoich oczekiwań – możesz ją zwrócić albo wymienić na inną.

Jedyny, ale dla niektórych z Was pewnie nie do przeskoczenia, minus Audible jest taki, że ogromna większość tytułów dostępnych w serwisie jest w języku angielskim. Jeżeli dobrze poszukasz, znajdziesz kilka polskich pozycji, ale stanowią one jedynie ułamek procenta „magazynu”. Jeżeli jednak nie jest to dla Ciebie przeszkodą, a chcesz używać najlepszej usługi do słuchania książek w wersji audio, koniecznie sprawdź Audible.

Amazon daje możliwość bezpłatnego przetestowania usługi – za pomocą tego linka, możesz zarejestrować się na pierwszy miesiąc za darmo. Gorąco polecam Ci wypróbowanie Audible właśnie dzisiaj, szczególnie, że jeżeli spodoba Ci się audiobookowy serwis od Amazona, to rejestrując się w listopadzie 2018 powinieneś załapać się na promocję „3 miesiące za pół ceny”, która dostępna jest do końca roku 2018. Musisz jednak jak najszybciej rozpocząć bezpłatny okres próbny, aby zakończyć go jeszcze w 2018 roku i przejść na płatną (ale przez trzy miesiące tylko w połowie) wersję. Nie przegap takiej okazji!

Storytel

Odmienne podejście do audiobookowego biznesu prezentuje szwedzka firma Storytel. Tu, w ramach jednej, stałej, miesięcznej opłaty (subskrypcji) 29,90 zł otrzymasz dostęp do całej biblioteki książek serwisu. Działa to bardzo podobnie do Spotify, Apple Music czy innych, podobnych muzycznych serwisów streamingowych. Tak długo jak będziesz płacić comiesięczny abonament, będziesz miał dostęp do serwisu i wszystkich audiobooków. Jeżeli lubisz słuchać, i planujesz konsumować więcej wiele pozycji w każdym miesiącu, być może właśnie taka usługa będzie dla Ciebie odpowiednia. Musisz jednak pamiętać, że w odróżnieniu np. od Audible, gdzie kupujesz audiobooki i masz do nich dostęp przez cały czas, nawet po wygaśnięciu płatnego abonamentu – Storytel daje Ci możliwość słuchania tylko w momencie gdy Twoja subskrypcja jest aktywna.

Do słuchania audiobooków, potrzebujesz bezpłatnej aplikacji serwisu. Dostępna jest ona zarówno na systemy z iOS, jak i z Androidem. Aplikację znajdziesz również w SmartTV oraz w sklepie WIndows.

Jeżeli chcesz wypróbować Storytel, pierwsze dwa tygodnie z usługą są bezpłatne. Taki okres próbny pozwoli Ci przetestować, czy serwis spełnia Twoje oczekiwania.

Audioteka

Audioteka to Polski, i jednocześnie najdłużej działający w naszym kraju, sklep z audiobookami. Działa na zasadach podobnych do Audible, ale w odróżnieniu od serwisu Amazona, posiada ogromną bazę tytułów czytanych po polsku.

W Audiotece możemy kupować pojedyncze książki płacąc za każdą z nich podobnie jak w każdej innej księgarni. Mamy do dyspozycji katalog tytułów wraz z cenami. Dla większości pozycji dostępna jest również próbka, którą możesz bezpłatnie przesłuchać zanim podejmiesz decyzję o zakupie. Serwis oferuje również usługę subskrypcji Audioteka Plus – dzięki której, podobnie jak w Audible, co miesiąc otrzymujemy jeden punkt, który możesz później wymienić na dowolnego audiobooka. Punkty pozostają na koncie do czasu wymiany na audiobooka, ale nie dłużej niż trzy miesiące. Koszt Audioteki Plus to 19,90 zł. Co ważne, z subskrypcji możesz w każdej chwili zrezygnować.

Inne serwisy

Warto również wspomnieć, że dostęp do wybranych audiobooków w ramach swoich subskrypcji oferują różne muzyczne serwisy streamingowe, np. Spotify, czy i Google (Google Play Music). Ich biblioteka nie jest może zbyt obszerna, ale jeżeli jesteś użytkownikiem jednego z nich – warto spojrzeć na dostępne pozycje.

Jak widzisz, jest kilka sposobów na to jak odprężyć się przy audiobookach i smartfonie. Jeżeli wykorzystujesz któryś z nich, albo znasz inne rozwiązania, które mogą być inspiracją dla innych – podziel się nimi w komentarzu do tego wpisu. Nie pogniewam się również, jeżeli udostępnisz ten wpis w mediach społecznościowych 😀 Być może przyczynisz się do tego, że ktoś z Twoich znajomych zacznie czytać więcej książek – nawet w postaci audiobooków.

Bonus

Korzystanie ze smartfona do słuchania audiobooków to bardzo wygodne rozwiązanie – nie każdemu jednak przypadnie do gustu. Jeżeli należący do tych osób, i nie koniecznie chcesz wykorzystywać „komórkę” do słuchania książek, pamiętaj, że te zakupione np. w Audiotece lub innej księgarni z plikami audio, możesz pobrać na swój komputer i wrzucić na dowolny przenośny odtwarzacz plików mp3. Może być to jeden z najtańszych modeli (na przykład taki – link), którego zakup nie powinien być obciążeniem dla portfela, możesz wybrać taki z małym ekranem i większą liczbą opcji (na przykład taki – link z Amazona, lub taki – link, z Media Markt), który, pomimo małych rozmiarów, pozwoli Ci zrobić coś więcej niż tylko włączenie i wyłączenie odtwarzania.

Książka papierowa czy elektroniczna? Za i przeciw ebookom

Książka papierowa czy elektroniczna? Za i przeciw ebookom

Dawno już nie miałem okazji przeczytać papierowej książki. Pisałem o tym wcześniej na blogu w artykule o czytaniu na smartfonie. Czytanie książek na czytniku bardzo mi pasuje, dawno jednak nie weryfikowałem powodów dla których zdecydowałem się porzucić papierowe książki.

Trafiłem ostatnio na dwa artykuły związane z tym tematem. Pierwszy – na portalu eCzytelnik – o tym, czy (i dlaczego „tak”) warto zrezygnować z papierowych książek na rzecz czytnika ebooków. I drugi – Shawna Blanca, How to build your own index of notes and ideas when reading books, opublikowany na blogu The Focus Course z instrukcją jak stworzyć własny indeks notatek w książkach. Metoda Shawna dotyczy oczywiście książek papierowych i to właśnie je zachwala w swoim tekście. Obydwa artykuły stoją więc do siebie w lekkiej opozycji a ja po ich przeczytaniu zacząłem się zastanawiać…

W artykule na portalu Krzysztofa Ziemczaka, opisanych jest pięć zalet korzystania z czytników książek elektronicznych. Autor tekstu nie podszedł jednak do tematu zbyt kompleksowo, pomijając kilka dość istotnych cech czytników elektronicznych. Fakt ten dziwi tym bardziej, iż jak wynika z adnotacji na samym dole artykułu, jest to wpis gościnny (czytaj w tym wypadku sponsorowany przez sklep zajmujący się m.in. sprzedażą czytników) – i powinien być sporo bardziej zachęcający i o wiele lepiej przygotowany. Zacznę jednak od przejścia przez zalety przytoczone przez autora.

Pierwsza z nich, nie prosta do podważenia – jeżeli masz przy sobie czytnik (w moim przypadku ukochany Kindle), masz również ze sobą całą swoją bibliotekę. Fakt, to dość wygodne nosić ze sobą wszystkie zakupione książki. Ale, z drugiej strony… przydaje się jedynie gdy kończysz jedną książkę a nie masz zaplanowanych kolejnych pozycji do przeczytania. Jeżeli – tak jak ja – czytasz książki według ułożonego wcześniej planu czy listy, a rozpoczynasz każdą kolejną dopiero po skończeniu wcześniejszej, to ta cecha czytnika nie będzie dla Ciebie kluczowa. Wystarczy ostatniego dnia zabrać ze sobą dwie książki – tą, którą właśnie kończysz i nową z listy.

Druga opisana zaleta – oszczędności. Pozornie może wydawać się, że kupowanie ebooków jest oszczędne. Tylko czy napewno?

Postanowiłem zrobić mały test na trzech pozycjach – dwie z nich posiadałem już w mojej prywatnej biblioteczce, trzecią kupiłem w trakcie prac nad tym artykułem. W jakiej wersji? O tym na końcu 🙂

Pierwszą jest polskie wydanie książki Michaela Hyatta, „Platform. Get noticed in a noisy world” – „Twoja e-platforma. Jak się wybić w świecie pełnym zgiełku”. Uwielbiam Michaela i długo szykowałem się do zakupu tej pozycji.

Na początku ebook. Z pomocą serwisu Upoluj ebooka, sprawdzam ceny w wielu księgarniach jednocześnie. Upoluj ebooka to takie Ceneo dla książek elektronicznych, z opcją śledzenia cen ulubionych pozycji i powiadamianiem o promocjach. Sprawdzając ceny ebooka zaglądam więc najpierw w to miejsce. W momencie tworzenia wpisu ebook dostępny jest tylko w 3 internetowych księgarniach i w każdej z nich w cenie 31,92 zł. Biorąc pod uwagę, że wszystkie 3 internetowe księgarnie należą do tego samego wydawcy, identyczna cena nie jest zaskoczeniem. Zerknąłem jeszcze szybko na Allegro – jest jeden ebook, w cenie 39,90 zł.

Wersja papierowa. Wchodzę na Ceneo, wpisuję tytuł i… 33 pozycje, z czego najtańsza w cenie 16,32 zł (już z dostawą), spora część poniżej 20 zł, a większość w cenie pomiędzy 20 a 30 zł, również z wliczonymi kosztami przesyłki. 1:0 dla „papieru”.

Test numer dwa – Finansowy Ninja Michała Szafrańskiego. Dostępny tylko i wyłącznie za pośrednictwem strony www Michała. Nie trzeba przeszukiwać internetu, łatwo porównać ceny: wersja papierowa – 69,90 zł + 12,90 zł wysyłka kurierem, ebook – 69,90 zł. Oszczędzamy więc tylko na kosztach wysyłki. Michał jednak robi od czasu do czasu promocje, rezygnuje wtedy z opłaty za przesyłkę i cena wersji papierowej zrównuje się z tą za ebooka. Myślę, że ciekawa jest też informacja jaką na blogu podzielił się Michał, że wydanie i sprzedaż ebooka nie jest dla niego bardziej opłacalne, niż książki w wersji papierowej! Wynika to z różnych względów, między innymi z obniżonego VATu na książki papierowe. Michał bardzo dokładnie to wyliczył (a chyba nikt nie wątpi w to, że umie liczyć) :).

Trzeci test – Sekretne życie drzew, wspaniała książka Petera Wohllebena. Ebook (przez Upoluj ebooka). W momencie tworzenia mojego wpisu w internetowej czytelni Woblink była promocja -13% i elektroniczna książka kosztowała 18,19 zł. Ceneo znalazło 47 ofert wersji papierowej i najtańsza z nich 24,98 zł z wliczonymi już kosztami przesyłki. Allegro – jeszcze drożej. W tym wypadku wygrywa ebook. Nie bez znaczenia jest jednak fakt, że wersja papierowa została wydana w twardej, nie należącej do najtańszych, oprawie.

Werdykt? Myślę, że na podstawie powyższych trzech pozycji mogę uznać remis. Wiele zależy jak widać od tytułu którego szukamy.

Wracam jednak do artykuł o którym wspomniałem na początku – How to build your own index of notes and ideas when reading books z The Focus Course. Tekst Shawna uświadomił mi, że mam do dyspozycji jeszcze jedną opcję – książki używane.

Szybko przeszukałem więc internet w poszukiwaniu miejsc, gdzie takie można kupić. Znalazłem dwa – OLX (wiadomo) i Skup Szop. Można też oczywiście szukać używanych pozycji na Allegro. I teraz, przeszukując dwa pierwsze serwisy, najtańsze pozycje jakie znalazłem:

  • Michael Hyatt „Twoja e-platforma. Jak się wybić w świecie pełnym zgiełku” – w Skup Shop za 11,69 zł + dostawa od 3,90 zł (używana, ale jak nowa)
  • Michał Szafrański „Finansowy Ninja” – w Skup Shop za 65,99 zł (oferta archiwalna z Skup Szop, brak info o dostawie)
  • Peter Wohlleben „Sekretne życie drzew” – na OLX za 10 zł (brak śladów użytkowania) z odbiorem osobistym w Warszawie.

Totalny nokaut! 3:0 – wszystko na korzyść „papieru”! Kupując komplet trzech książek w wersji elektronicznej zapłaciłbym (przy cenach które znalazłem w dniu pisania tego wpisu) około 119 zł, natomiast kupując używane książki papierowe ok. 92 zł (poza Finansowym Ninja, na którego w podobnej cenie pewnie musiałbym chwilę poczekać).

Ale! Można też szukać jeszcze tańszych egzemplarzy na straganach i bazarach. Dochodzi też kolejna możliwość – biblioteki. Tu możemy wypożyczyć i przeczytać ulubioną książkę zupełnie za darmo. Warto przy tej okazji wspomnieć o fajnej akcji Michała Szafrańskiego Biblioteka 500+. Michał wydał książkę Finansowy Ninja zupełnie sam – i przekazał (ponad) 500 egzemplarzy całkowicie za darmo do różnych, zgłoszonych przez czytelników jego bloga, bibliotek. Dzięki temu każdy, kogo nie stać na zakup książki może sobie pozwolić na jej wypożyczenie i przeczytanie.

W przypadku ebooków, nie mamy możliwości odsprzedania swojego egzemplarza, nie wchodzi też w grę jego wypożyczenie. Z drugiej jednak strony, niektóre księgarnie internetowe oferują system abonamentowy. Rozwiązanie to pozwala, po uiszczeniu stałej miesięcznej opłaty, na dostęp do bazy książek elektronicznych danej księgarni.

Sprawa oszczędności w przypadku ebooków nie jest więc tak oczywista i jednoznaczna. Przeciwnie – jeżeli zdecydujesz się na pewne ustępstwa, możesz sporo zaoszczędzić wybierając wersje papierowe.

Kolejna zaleta czytnika według artykułu z serwisu eCzytelnik to – możliwość czytania przez całą dobę za względu na… podświetlany ekran. Hmm. mój Kindle nie ma podświetlanego ekranu a nie mam problemu z czytaniem wieczorami… przy lampce. Tak samo jest również w przypadku książek papierowych. Gdy kupowałem Kindle’a, zastanawiałem się nad wersją z podświetlanym ekranem. Zdecydowałem się na przetestowanie wersji bez tego dodatku i muszę przyznać, że niczego mi nie brakuje. Mój wcześniejszy czytnik „świecił w ciemności”, więc znam zalety takiego rozwiązania. Ale czytanie przy lampce ma swój urok i na chwilę obecną nie zamierzam z tego rezygnować.

Kolejny argument, który według autora artykułu, przemawia za czytaniem książek za pośrednictwem czytnika to „Tu i teraz”. Dostęp do zakupionego ebooka otrzymujesz zaraz po jego zakupie. Więc jeżeli w środku nocy najdzie Cię ochota na przeczytanie Esencjalisty (wspaniałej książki Gregora McKeowna) – wystarczy wejść na stronę księgarni i w ciągu kilku minut książka może być na Twojej wirtualnej półce. Ten argument również nie do końca do mnie przemawia. Dlaczego? Staram się nie działać impulsywnie w kwestii wyboru książek. Starannie dobieram pozycje które mam zamiar przeczytać i ustawiam je w kolejce, tak, aby zawsze czekało na mnie w kolejce zakupowej co najmniej kilka nowych. Gdy zainteresuję się nową książką, dodaję jej tytuł do listy zadań w Thingsach, gdzie spokojnie sobie czeka w kolejce do zakupu.

Ostatnia opisana zaleta czytników – dodatkowe funkcje. W mojej ocenie największe zło czytników elektronicznych 🙂 Wyraziłem już swoją opinię na ten temat w artykule o czytniku PocketBook Touch HD 2 i mogę podsumować ten temat dwoma swoimi wcześniejszymi zdaniami:

Czytnik powinien być czytnikiem a nie tabletem. Każdy kolejny dodatek sprawia, że odrywamy się od czytania, marnując niepotrzebnie czas.

Jeżeli więc miałbym brać pod uwagę jedynie zalety czytników opisane w serwisie eCzytelnik – to nigdy w życiu nie wybrałbym książki w wersji elektronicznej! Żałuję, że autor artykułu nie poruszył innych istotnych zalet czytnika. Znajduję ich co najmniej kilka.

Z pewnością ogromną zaletą jest zerowy ciężar kolejnych, dodawanych do wirtualnej półki, pozycji. Jeżeli posiadasz w domu swoją biblioteczkę papierowych książek, myślę, że chyba ciężko by Ci było znaleźć książkę tak lekką jak mój Kindle (mój 161 g!). Dla mnie ma to ogromne znaczenie zarówno gdy ruszam się z domu i chcę zabrać ze sobą ulubioną książkę, jak i podczas wieczornego czytania gdy jedną ręką bez żaden problemu przez dłuższy czas mogę utrzymać urządzenie.

Inną zaletą o której warto wspomnieć jest możliwość dostosowania wielkości czcionki (!!!) – papier Ci na to nie pozwoli! Korzystam z tej funkcji dość często i zmieniam rozmiar czcionki w zależności od rodzaju książki czy pory dnia.

Rozpadła Ci się kiedyś papierowa książka? Wytrzymałość jest kolejną istotną zaletą ebooków. Mój Kindle jest zdecydowanie trwalszym sprzętem niż nie jedna książka w wersji papierowej. A do tego, gdy się zepsuje rozpadnie czy w inny sposób zniszczy, łatwo wymienisz go na nowy model nie tracąc przy tym żadnej z książek. Uważam to za spory atut.

I jeszcze jedno – ebooki nie zbierają kurzu. Można podważać wszystkie wcześniejsze argumenty – ale ten nie 🙂

Nie mniej jednak, pomimo wielu zalet, jakie niewątpliwie posiadają czytniki ebooków, artykuł Shawna Blanca przekonał mnie do tego, aby ponownie spróbować z papierowymi książkami. Pierwszą, jaką od bardzo dawna kupiłem w wersji papierowej, jest „Twoja e-platforma. Jak się wybić w świecie pełnym zgiełku” Michaela Hyatta. Kolejną jest druga książka Michała Szafrańskiego „Zaufanie czyli waluta przyszłości”. Obydwie leżą już na mojej (fizycznej) półce i czekają w kolejce do czytania.

Myślę, że częściej będę sięgał po książki w wersji papierowej.

Jak wyglądają Twoje doświadczenia z książkami? Wybierasz te papierowe? Czy elektroniczne?

Zapisz się, aby otrzymywać mój newsletter

Jesteś na liście! Teraz sprawdź swoją skrzynkę mailową.

Pin It on Pinterest