7 powodów dla których warto być marzycielem

7 powodów dla których warto być marzycielem

Bycie marzycielem wcale nie oznacza ciągłego chodzenia z głową w chmurach. Bycie marzycielem oznacza mieć marzenia! I sktuecznie je realizować. Oznacza poszukiwania celu życia i poczucia spełnienia w tych poszukiwaniach. Częto jednak nie widzimy sensu takiego wysiłku. Nie wierzymy, że może nam się udać, że możemy marzyć. Nie chcemy zaczynać, aby przypadkiem nie przegrać.
(więcej…)

Nie spiesz się, nie oszukuj. Skutecznie osiągnij cel.

Nie spiesz się, nie oszukuj. Skutecznie osiągnij cel.

Jeżeli regularnie uprawiasz sport, to wiesz że pewnych etapów określonego planu nie da się przyspieszyć, przeskoczyć czy ominąć. Próby oszukiwania czasu i swojego organizmu często kończą się przykrą kontuzją. Niezwykle istotne jest, aby przygodę ze spotrem dokłądnie zaplanować. Początkującym biegaczom zaleca się stopniowe przyzwyczajanie organizmu do tego typu wysiłku poprzez regularne, długie spacery. Przywyknąć muszą przecież nie tylko nasze mięśnie, stawy czy kości, ale i umysł. Odpowiedzialny sportowiec wie, że odpowiedni plan to podstawa dobrego treningu. Planowanie dotyczy oczywiście każdego jednego biegu czy ćwiczenia, które masz zamiar wykonać. Jeżeli podczas biegania wyznaczasz sobie małe cele, na przykład określony dystans do przebiegnięcia, wiesz że od samego początku musisz planować całą trasę i nie możesz zacząć od zbyt mocnego startu. Do sukcesu dochodzi się małymi kroczkami. Jeżeli wyznaczysz sobie drobny cel, na przykład określony dystans do przebiegnięcia, nie zniechęcisz się zbyt szybko i nie zaczniesz od zbyt mocnego startu. Sił musi wystarczyć do samego końca. Wiesz również że przed biegiem potrzebujesz rozgrzewki – bez niej możesz nie ukończyć biegu. Wszystko to składa się na plan – w tym przypadku treningowy. A każdy jego punkt jest na wagę złota.

Sport jest idealnym przykładem tego jak ważne jest planowanie i co może się stać gdy spróbujesz pominąć etap przygotowań. Z łatwością wyobrazisz sobie, jakie mogą być konsekwencje przeskoczenia jednego czy dwóch punktów wyznaczonego planu. Droga na skróty może okazać się drogą do urazu, a w konsekwencji porażki. Jeżeli chcesz schudnąć, nie zrobisz tego w tydzień. Zaczynasz od przygotowania diety rozłożonej na długie tygodnie, a czasem i miesiące. Doskonale wiesz, że musisz konsekwentnie trzymać się wyznaczonego planu aby dieta przyniosła efekty. Każdego dnia musisz walczyć z samym sobą aby zrealizować kolejną część Twojego planu. Możesz próbować oszukiwać – są przecież różne fat burnery, suplementy… Przez pewien czas mogą dawać Ci złudne poczucie, że szybciej chudniesz czy mniej się męczysz. Jaką masz jednak pewność, że substancje czynne które mają w swoim składzie, nie zniszczą Twojego zdrowia?

Przykładów mógłbym podać wiele ale myślę, że wiesz co chcę Ci przekazać. Droga do sukcesu to maraton a nie sprint. Musisz więc biec spokojnie i rozłożyć siły na całą trasę. Pośpiech często sprawia, że nadajesz zbyt wysokie tempo i przychodzi moment gdy brakuje sił – wtedy rezygnujesz.

inside

 

Najważniejsze, abyś na samym początku przyjął realny do wykonania plan i trzymał się go, nie próbując spieszyć się i oszukiwać. Jedynie taka droga doprowadzi Cię do upragnionego celu.

 

Zdarza Ci się oszukiwać samego siebie? Nie musisz odpowiadać, ja i tak znam odpowiedź. To ludzka rzecz i nawet najlepszym z nas zdarzają się chwile słabości. Ważne jest, aby umieć dostrzec własne błędy i potrafić z nimi walczyć. Nikt z nas nie idzie wyznaczoną do celu drogą bez zbaczania z kursu. Bo i nikt z nas nie jest idealny. Gdy zdasz sobie z tego sprawę – znajdziesz drogę powrotu na właściwą ścieżkę. Powodzenia w szczerej rozmowie z samym sobą!

Nie musisz być doskonały

Nie musisz być doskonały

Dzieciaki w szkole dzielą się na dwie grupy: takie, które ładnie piszą i… te drugie. Ja niestety należałem do grupy gorszej – bazgrałem jak kura pazurem – tak mówili nauczyciele i oczywiście mieli rację. Moje zeszyty wyglądały tragicznie, pamiętam to dobrze. Czasem ciężko było mi odczytać własne notatki. Jak się pewnie domyślasz, pisanie nie należało więc do moich ulubionych zajęć. Pamiętam, że w późniejszych klasach, gdy tylko mogłem, rezygnowałem całkowicie z prowadzenia zeszytu. Moje trudne do odczytania zapiski i tak nie były zbyt wielką pomocą w nauce. Problemów miałem przez to co nie miara.

Gdy kilka lat po skończeniu „podstawówki” porządkowałem zalegające na strychu domu moich rodziców rzeczy, trafiłem na karton z czasów szkoły. Miło było przypomnieć sobie stare czasy, choć widok kilku pomazanych zeszytów, nie napawał zbyt wielką dumą. Przeglądając je dokładniej, zauważyłem jednak pewną regułę. Każdy z moich zeszytów miał starannie zapisane pierwsze kilka stron, a dopiero od pewnego momentu zaczynała się totalna tragedia. Część „ładną” kończyło zawsze jakieś jedno błędne, przekreślone słowo. Nie było to jednak zwykłe skreślenie, ale cała masa różnego rodzaju zamazań, które czasem prowadziły nawet do dziurki po drugiej stronie kartki – zupełnie jakbym chciał się wyżyć na popełnionym błędzie za to, że zniszczył mi zeszyt w którym starałem się do tej pory ładnie pisać… Dalej widocznie nie widziałem już sensu ładnego pisania i w zeszycie panowała wyłącznie wolna amerykanka.

Wynika więc z tego, że potrafiłem przyłożyć się do starannego pisania, a problem leżał zupełnie gdzie indziej. Pisałem ładnie, do pierwszego błędu. Uznałem widocznie, już jako mały chłopak, że jeden mały błąd przekreśla wszystko i nie warto się dalej starać. Nie wiem skąd takie myślenie u dziecka – presja nauczycieli? Chęć zaspokojenia oczekiwań rodziców? Wpływ otoczenia? Innych dzieci ze szkoły? Nie mam pojęcia… Ale efekt był taki, że po skończeniu szkoły nie tylko nie miałem ani jednego ładnego zeszytu, przydatnych notatek, ale również nie wykształciłem w sobie nawyku starannego pisania. Tak działa tez cały system oceniania w szkole, jedna zła ocena może mieć negatywny wpływ na cały semestr. Jedynka z kartkówki często bywa ogromnym przeżyciem dla dziecka.

Dzisiaj widzę wady systemu i błędy jakie przez niego popełniłem – a właściwie szkody jakie powoduje. Presja otoczenia wykształciła we mnie potrzebę bycia zawsze doskonałym. Nie przyzwalała na błędy – a to prowadziło do moich porażek.

Wspominam problem z zeszytami i nauką pisania, ale wiem że sprawa jest o wiele głębsza i dotyczy nie jednego, konkretnego problemu, ale całej filozofii życia jakie od małego wpaja nam otocznie. Prawda jest taka, że to właśnie dzięki błędom uczymy się czegoś nowego i w żadnym wypadku nie powinny one powodować, że czujemy się źle i odpuszczamy. Moment w którym zrozumiałem jak wiele szkody może wyrządzić destrukcyjne pragnienie bycia doskonałym był dla mnie niezwykle ważny i przełomowy.

Przez wiele lat nie potrafiłem wstawać wcześnie rano. Od zawsze należałem do grupy ludzi, którzy nastawiają kilkanaście budzików a i tak nie potrafią się (d)obudzić. Całkiem niedawno postanowiłem to zmienić, zdecydowałem się zostać super-wczesnym ptaszkiem. Było to dla mnie spore wyzwanie. Liczyłem się jednak z tym, że będą lepsze ale i gorsze dni. Wiedziałem, że raz obudzę się o 5, 6 czy 7 a innym razem zaśpię aż do 9. Od samego początku byłem gotowy na drobne niepowodzenia.

Dzięki takiemu nastawieniu, pomimo małych potknięć, łatwo było mi powrócić do nawyku który starałem się wykształcić. Było to bardzo istotne założenie, które wielokrotnie dodawało mi sił – a wiele razy mogłem zrezygnować, uznać że nie uda mi się wykształcić rannego wstawania. Podobnie było, gdy postanowiłem rzucić palenie, zmienić dietę czy zacząć biegać. Jak myślisz, ile razy nie udało mi się wyjść na poranne bieganie? Ile razy nie dałem rady zrealizować swojego tygodniowego planu treningowego? Ba, ile razy nie udało mi się przebiec założonej odległości (choć trasy mam i tak dla mega-początkujących – bardzo krótkie). Pierwsze dni biegania były bardzo fajne, każdego dnia poprawiałem swój czas i zwiększałem dystans, pomagały emocje. Przyszedł jednak moment, w którym czas nie był lepszy niż poprzedniego a zmęczenie przychodziło coraz wcześniej… Czy miałem wtedy zrezygnować?

Każdemu zdarza się zaspać, rozchorować lub zwyczajnie mieć słabszy dzień. Nie istotne, czy chodzi o pracę, hobby czy obowiązki domowe. Nie jesteśmy i nigdy nie będziemy idealni. I nie musimy być. A to właśnie chęć bycia zawsze i we wszystkim doskonałym sprawia, że nie udaje nam się wytrwać w naszych postanowieniach. Przechodzimy na dietę, męczymy się wiele dni a rezygnujemy po zjedzeniu kawałka tortu urodzinowego. Chęć bycia doskonałym jest często tak silna, że gdy tylko nie spełnimy w 100% naszych wymagań wobec siebie, poddajemy się i odpuszczamy.

nie

Nie powinno tak być. Droga do fajnego życia, to droga do zrozumienia siebie, swoich ograniczeń i słabości oraz pogodzenia się z nimi.

Jeżeli przygotujesz się psychicznie na drobne niepowodzenia, łatwiej będzie Ci poradzić sobie z nimi i szybko powrócić na właściwą drogę.
A jak wyglądają Twoje przemyślenia na temat popełnianych przez Ciebie błędów? Zgadzasz się ze mną w kwestii presji otoczenia i wpływu jaki na nas wywiera? A może pamiętasz swoją pierwszą jedynkę w szkole i stres z tym związany? Zapraszam do dyskusji.

Wymówki. Tajna broń naszego umysłu

Wymówki. Tajna broń naszego umysłu

Cześć! Od czego by tu dzisiaj zacząć? Tyle się u mnie dzieje… Jeżeli czytaliście mój poprzedni wpis, to wiecie już, że tytuł mojego bloga nie jest dla mnie przypadkowy – inspiracją była potrzeba i chęć zmian w życiu. Wiele udało mi się już zrobić, ale wiem, że to dopiero początek drogi. A jest ona trudna i z przeszkodami – i jedną z nich są wymówki. To one najczęściej sprawiają, że nie udaje nam się wytrwać w postanowieniu.

Od zawsze pragnąłem, aby sport był istotną częścią mojego życia. Z zazdrością oglądałem maratończyków, piłkarzy na boisku czy nawet zwykłych ludzi biegających w parku. I wcale nie chodziło o poprawę kondycji fizycznej czy kwestie zdrowotne – wiedziałem, że sport to przede wszystkim wielka frajda. Jeżeli dodać do tego wizję, że każdego dnia można przebiec o kilka metrów więcej, przepłynąć kolejny basen, czy wykonać jeszcze jedną pompkę – historia robi się wspaniała. Każdego dnia jesteś w stanie pokonać samego siebie i stać się realnie lepszym. Żadne inne zajęcie nie daje tak szybkich i pozytywnych efektów.

Tak na prawdę już kilka razy zaczynałem swoje przygody ze sportem, jednak za każdym razem kończyły się one podobnie szybko. Działo się tak przez brak odpowiedniego planu – wkraczały wymówki i wszystko się sypało. Lenistwo zwyciężało! Żaden system motywacyjny nie pomagał, popełniałem ciągle te same błędy. Wiedziałem, że muszę zmienić podejście i przeanalizować wszystkie problemy i wymówki, jakie mogę napotkać i jakie jest w stanie wykreować mój umysł. Tak, bo to właśnie nasz umysł jest największą przeszkodą w zmianie naszych przyzwyczajeń.

Zacząłem więc od wprowadzenia codziennych ćwiczeń – początkowo porannych, a później zamieniłem je na wieczorne. Zmiana ta podyktowana była właśnie próbą uniknięcia jednej z wymówek, ale o tym później. Ustaliłem więc dokładny plan działania i, co ważniejsze, wypisałem sobie wszystkie możliwe wymówki. Dzisiaj właśnie o nich chciałbym Wam opowiedzieć.

Zanim przejdę jednak do mojej listy, chciałbym abyście zwrócili uwagę na jedną istotną rzecz. Wszystkie punkty, które opisuję dotyczą mojego cyklu ćwiczeń i biegania, ale spokojnie można w większości przypiąć je do dowolnego, innego postanowienia. Podobne “problemy” pojawiały się, gdy rzucałem palenie papierosów, zmieniałem dietę na zdrową, czy uczyłem się rano wstawać. Większość z opisanych wymówek pojawia się w naszej głowie przekonwertowana i przystosowana do danej sytuacji.

Zacznijmy więc!

1. Te ćwiczenia mi nie pasują

Gdy planowałem jak będą wyglądały moje ćwiczenia, zacząłem od wybrania odpowiedniego zestawu. Skupiłem się na popularnym, 7-minutowym planie. Nie chciałem na początku poświęcać na ćwiczenia zbyt dużo czasu, wiedziałem, że czas mogę później wydłużać a zbyt długi i wyczerpujący zestaw początkowy, szybko zniechęci mnie albo spowoduje uraz. Już pierwszego dnia okazało się, że nawet ten zestaw dla początkujących, jest dla mnie dość trudny do zrealizowania i nie udało mi się w 100% wykonać wszystkich ćwiczeń w założonym czasie 7 minut. Przez moją głowę przeszła myśl, że chyba na początek będę musiał odłożyć mój plan i poszukać innego, jeszcze łatwiejszego zestawu. Takiego, który będę mógł w całości wykonać. Byłoby to oczywiście błędem i pierwszym krokiem do rezygnacji z ćwiczeń w ogóle.

Skupianie się na poszukiwaniu idealnego zestawu ćwiczeń to częsta wymówka, która sprawia że szybko się poddajemy. Jeden będzie za trudny, inny zbyt łatwy, kolejny zabierze nam za dużo czasu itd. Testuj różne zestawy ćwiczeń i dobieraj je tak, aby nie były dla Ciebie zbyt ciężkie do wykonania, ale nie pozwól, aby wybór zestawu stał się ważniejszy niż same ćwiczenia! Pamiętaj, że nie chodzi o to, aby wykonać dany zestaw ćwiczeń w 100%, tylko o sam fakt, że ćwiczysz. Jeżeli z zaplanowanego 7-minutowego zestawu, dasz radę tylko pierwsze 4 minuty, to wcale nie jesteś do tylu o 3 minuty, tylko do przodu o 4! Może następnego dnia uda Ci się poprawić wynik, może potrzebujesz na to więcej czasu – nie przejmuj się. Przypomnij sobie o co w tym wszystkim chodzi, przecież z nikim się nie ścigasz. Wybierz zestaw i pozostań z nim przez jakiś czas.

2. Nie mam (dzisiaj) czasu, mój kalendarz jest pełny

Na początku przygody ze sportem, ciężko jest wpleść go na stałe w nasz kalendarz. Często okazuje, że mamy zaplanowane różne inne zajęcia a nasze ćwiczenia łatwiej przecież przesunąć w czasie czy odłożyć na kilka dni.

Jeżeli jednak nie potraktujesz ćwiczeń jak stałego elementu każdego dnia i całego swojego życia, nigdy nie znajdziesz na nie czasu. Zarezerwuj sobie odpowiedni czas w kalendarzu i to najlepiej na miesiąc do przodu, dzięki temu planując pozostałe zajęcia będziesz pamiętać o zaplanowanych ćwiczeniach. Nie pozwól, aby tak banalna wymówka sprawiała, że zrezygnujesz ze sportu i swojego zdrowia. Traktuj czas ćwiczeń jak coś najważniejszego każdego dnia i od ich planowania zaczynaj ustawiać kalendarz na każdy kolejny dzień.

3. Dzisiaj wagaruję.

W szkole wagary kojarzyły nam się z czymś fajnym (a może tylko mnie?) :). Plusem szkolnych wagarów było jednak to, że nauczycielka, wraz z rodzicami, pilnowali aby były to jednorazowe wybryki. W przypadku naszych codziennych nawyków, rzadko jest ktoś, kto może nas przypilnować. Często jednorazowe wagary od naszych postanowień, to początek drogi do całkowitej rezygnacji z przyzwyczajenia – również z ćwiczeń. Z drugiej jednak strony, naiwne jest myślenie: “od dzisiaj ćwiczę każdego dnia, bez wyjątku” – ponieważ każdemu przytrafiają się sytuacje, które mogą skutecznie uniemożliwić nam ćwiczenia danego dnia. Może to być na przykład wesele – nasze, czy takie, na które jesteśmy zaproszeni jako gość, lub całodniowa podróż wakacyjna. Równie dobrze może to być uraz czy zwykłe przemęczenie. Proponuję więc, abyście wyznaczyli sobie swoje zasady i regulamin codziennych ćwiczeń. Punktem pierwszym może być na przykład to, że ćwiczenia będziesz wykonywać minimum 5 dni w tygodniu. Kolejnym, że ewentualne przerwy nie będą trwały dłużej niż jeden dzień. Warto też przygotować sobie plan ćwiczeń, tak, aby uwzględnić w nim zarówno zwykłe, jak i te mniej wyczerpujące ćwiczenia, potrzebne na okres regeneracji organizmu.

Jeżeli już przytrafią Ci się wagary od ćwiczeń, zadbaj o to, aby był to jednorazowy wybryk. Koniecznie przemyśl powody dla których przytrafiła Ci się ta „wpadka” – musisz zrobić jak najwięcej aby jej nie powtórzyć. Z jednej strony nie musisz się obawiać, bo przecież cały czas działasz według ustalonego planu, który zakłada, że musisz ćwiczyć minimalnie 5 dni w tygodniu, jednak nie bagatelizuj tej przerwy – pamiętaj, że za każdym razem, gdy zrezygnujesz z wykonywania swoich zaplanowanych ćwiczeń, szansa na to, że następnego dnia do nich nie powrócisz rośnie! To najlepsza droga do porzucenia wypracowanego już zwyczaju.

4. Buty, ubrania, siłownia, aplikacje do ćwiczeń – to wszystko tyle kosztuje…

Nie zapominaj, że Twoje codzienne ćwiczenia to nie buty, ubrania czy inne dodatki – to nie pokaz mody. Najważniejszy w sporcie jest sport. A do jego uprawiania potrzebujesz przede wszystkim chęci. Wszystko inne jest jedynie uzupełnieniem. Nie musisz mieć najlepszych butów do biegania czy ćwiczeń – możesz kupić zwykłe buty albo używać tych, które już posiadasz. Z czasem może uda Ci się skompletować lepszy sprzęt. Może zafundujesz sobie karnet na siłownie, lepszą torbę na ubrania, czy wspaniałe buty, ale nie pozwól aby wszystko to stało się ważniejsze od samego sportu.

5. Czy naprawdę muszę ćwiczyć codziennie…

Nic nie musisz! Sport ma być dla Ciebie przyjemnością a nie obowiązkiem (a najlepiej przyjemnym obowiązkiem). Najlepsze efekty przyniosą jednak codzienne ćwiczenia, a i łatwiej zmobilizować się wiedząc, że każdy dzień rozpoczyna się lub kończy ćwiczeniami. Możesz jednak, a nawet powinieneś/powinnaś, uwzględnić w swoim tygodniowym planie ćwiczeń, dni, w których dajesz sobie większy wycisk oraz te z mniej wyczerpującymi ćwiczeniami, przeznaczone na okres regeneracji Twojego organizmu po mocniejszej dawce ćwiczeń.

6. Już tydzień ćwiczę a efektów brak

Pozytywne efekty ćwiczeń zauważysz dość szybko, jednak nie zniechęcaj się, gdy nie pojawią się od razu – daj sobie trochę czasu. Jeżeli myślisz, że już po pierwszym dniu odczujesz wzrost formy i lepsze samopoczucie, to możesz się przeliczyć. Wszystko wymaga czasu – ale za wytrwałość i regularność z pewnością spotka Cię nagroda.

7. Chyba wolę spędzać ten czas z rodziną lub przyjaciółmi, i tak nie poświęcam im wystarczająco dużo czasu

To rozsądny powód, jednak dlaczego nie wciągniesz swojej rodziny i przyjaciół do wspólnych, codziennych ćwiczeń? Z drugiej strony, ćwiczenia to zaledwie kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt minut dziennie – nie znajdziesz nawet tak małego kawałka czasu? Pamiętaj też, że wysiłek związany z ćwiczeniami poprawia Twoje samopoczucie, formę fizyczną i zdrowie – Twoja rodzina i przyjaciele z pewnością to docenią.

8. Nie dzisiaj – to był ciężki dzień

Jeżeli masz ciężki dzień, tym bardziej nie możesz rezygnować z codziennych ćwiczeń! Podczas wysiłku, związanego z uprawianiem sportu, wydzielają się w naszym mózgu endorfiny a im dłużej trwa wysiłek, tym więcej się ich pojawia. Efektem wydzielania endorfin jest poprawa naszego nastroju. Pozwoli Ci to odreagować ciężki dzień i pozbyć się negatywnych emocji z nim związanych. Tak więc im cięższy dzień, tym więcej ćwiczeń! 🙂

9. Nikt nie docenia tego co robię

Ćwiczysz dla siebie czy dla kogoś? Jeżeli wybierasz odpowiedź numer dwa, to Twoja motywacja jest radzi słaba i ciężko Ci będzie wytrwać w postanowieniu. Nie oczekuj więc pochwał, wsparcia i motywacji ze strony najbliższych – ponieważ, gdy skończą się pochwały a osoby z Twojego otoczenia będą miały ważniejsze sprawy niż Twoje zajęcia, to okaże się, że i Twój zapał zmniejszył się razem z ich zainteresowaniem. Ćwicz dla siebie, lepszego zdrowia i samopoczucia – to jedyna droga do sukcesu.

10. Zaczynam! …od jutra

Możesz tak sobie powtarzać każdego dnia i nigdy nie zacząć ćwiczyć. Jeżeli chcesz zacząć zmieniać swoje życie i jedną z tych zmian mają być codziennie ćwiczenia czy bieganie, nie czekaj na właściwy moment, zacznij już teraz! Możesz zacząć od kilku przysiadów czy pompek, krótkiego biegu, a następnie usiąść do przygotowania solidnego planu Twoich ćwiczeń na kolejne dni. Nie odkładaj rzeczy na później i przestań czekać. Żyjesz tu i teraz i nie znajdziesz lepszego momentu na zmiany w swoim życiu, niż dokładnie ta chwila. Zacznij od ćwiczeń, a zobaczysz jak pozytywne efekty będzie to miało na Twoje inne decyzje w życiu.

11. Nie mam motywacji aby (dzisiaj) ćwiczyć

Jeżeli brakuje Ci motywacji do tego, aby każdego kolejnego dnia kontynuować już zaczęty, codzienny cykl, polecam zastosowanie pewnej metody motywacyjnej. Po każdym zakończonym cyklu ćwiczeń zapisuj co czujesz – postaraj się opisać wszystkie swoje odczucia. Zapisz też wiadomość dla siebie na następny dzień, np. „Nie rezygnuj, te ćwiczenia Ci pomagają!”. Pamiętaj aby zrobić to zaraz po skończonych ćwiczeniach, gdy w Twojej głowie płynie jeszcze morze endorfin. A następnego dnia, przed kolejnymi ćwiczeniami, przeczytaj notatkę z dnia poprzedniego – dzięki temu przypomnisz sobie po co ćwiczysz i ile pozytywnej energii Ci to daje. Notatki i emocje związane z ćwiczeniami możesz też zbierać w formie pamiętnika i wracać do niego w chwilach słabości. O pozytywnych aspektach prowadzania pamiętnika dowiesz się więcej tutaj.

12. Jestem za stary(a), za gruby(a) albo zbyt chory(a) na ćwiczenia

Serio? Przecież ćwiczenia właśnie mają to wszystko zmienić! Możesz mi wierzyć – tydzień porannego biegania i wieczornych ćwiczeń potrafi przynieść lepsze efekty, niż dwutygodniowy pobyt w spa. Potrafi odmłodzić, wyleczyć z choroby, odchudzić a w największym stopniu odbudować pewność siebie! Jeżeli nie wierzysz – spróbuj, nic nie tracisz. Przekonaj się na własnej skórze jak bardzo może zmienić się Twoje życie zaledwie w dwa, trzy tygodnie. A następnie koniecznie mi o tym napisz!

13. W domu nie mam miejsca, na siłownie za daleko a na dworzu zobaczą mnie sąsiedzi

To kolejne mnożenie śmiesznych problemów, choć musze przyznać, że miewałem i takie. W moim planie założyłem sobie, że bieganie i ćwiczenia wykonuję rano, gdy wszyscy u mnie w domu śpią. Problem polegał jednak na tym, że włączenie muzyki, podpowiedzi głosowych do ćwiczeń i samo wykonywanie ćwiczeń, sprawiały sporo hałasu. Mogłem wszystkich obudzić. Wyjazd na siłownie o 5 nad ranem raczej tez nie wchodził w grę. Okazało się jednak, że wystarczy lekko zmodyfikować założenia i kolejny powód do wymówki znika. Rano – bieganie, a ćwiczenia – wieczorem, gdy wszyscy powoli szykują się do snu, ale jeszcze nie zasnęli. W ten sposób nikogo nie obudzę. Innym rozwiązaniem oczywiście są poranne ćwiczenia na dworzu – i nie przejmowanie się innymi ludźmi – tak również zdarza mi ćwiczyć.

14. Przecież nie będę ćwiczył czy biegał w deszczu

A dlaczego nie? Moja żona lubi powtarzać: nie ma złej pogody na spacer, jest tylko nieodpowiednie ubranie. To bardzo mądra myśl, która dotyczy w identycznym stopniu ćwiczeń, biegania i wielu innych spraw. Wystarczy odpowiednie ubranie i ani deszcz, ani śnieg nie będą już żadną przeszkodą.

15. Ajjj… zakwasy… mięśnie bolą…

Nie ważne, czy dopiero zaczynasz ćwiczyć, czy ćwiczysz już pół roku, zakwasy i bóle mięśni to coś, co już zawsze będzie Ci towarzyszyć. Nie musisz jednak się martwić i rezygnować przez to z dalszych ćwiczeń czy biegania. Zakwasy oznaczają tylko i wyłącznie, że zaczynasz odczuwać efekty swojego wysiłku. Chcę wytłumaczyć Ci to najprościej jak się da: zakwasy to takie mikrouszkodzenia mięśni – stąd odczuwanie bólu. Ale dzięki tym małym uszkodzeniom, mięśnie regenerują się i to o wiele mocniejsze niż wcześniej. To właśnie w te dni, gdy odczuwasz w swoich mięśniach efekty dotychczasowych ćwiczeń, Twoje mięśnie się powiększają. Nie jest to jednak powód aby całkowicie rezygnować z ćwiczeń. Zamiast tego zaplanuj sobie na te dni, bardzo lekkie zajęcia rozciągające. Dzięki temu będziesz dalej realizować swój codzienny plan ćwiczeń pracując dalej nad utrwaleniem przyzwyczajenia i nie nabawisz się urazu.

Uff.. to 15 najczęstszych wymówek, jakie pojawiały się, i czasem dalej pojawiają, w mojej głowie gdy mam iść pobiegać albo wystartować z pierwszym, wieczornym ćwiczeniem. Dużo ich 🙂 Przestudiuj je wszystkie bardzo uważnie i weź pod uwagę, gdy będziesz tworzyć swój własny plan ćwiczeń. Mam nadzieję, że moje podpowiedzi jak sobie z nimi poradzić, pomogą Ci zwyciężyć z własnymi słabościami i leniwym umysłem. Łatwo nie będzie, ale uwierz mi, że i tak warto 🙂

Zrobiłem coś. Ze swoim życiem

Zrobiłem coś. Ze swoim życiem

Zmieniłem je! 🙂

 

Dzisiejszy wpis będzie trochę bardziej osobisty niż dotychczasowe. Większość blogerów zaczyna prowadzenie swojego bloga od takiego właśnie wpisu – ja mogę jednak opublikować go dopiero dzisiaj. Chciałbym Wam trochę opowiedzieć, jak ja zmieniłem i zmieniam swoje życie. Taki mam przecież cel – zmieniać swoje życie i przekazywać Wam swoje doświadczenia i rady z tym związane. A w ostatnim czasie zmian u mnie bardzo dużo.

 

Po pierwsze i najważniejsze

…po wielu latach, rzuciłem palenie papierosów! I muszę przyznać, że wspaniale się z tym czuję. Gdy zacząłem pisać bloga, już wtedy wiedziałem, że ten dzień kiedyś nadejdzie. Wiedziałem, że musi nadejść, aby wszystkie inne zmiany w moim życiu miały sens. I stało się. Przygotowywałem się do tego od dawna. Dzisiaj już wiem, że odniosłem sukces i jestem z siebie dumny! Jeżeli problem palenia papierosów dotyczy również Ciebie, mam nadzieję, że ucieszy Cię fakt, iż za pośrednictwem tego bloga postaram się pokazać Ci, jak wyglądał mój plan pozbywania się nałogu, od czego zaczynałem, kiedy podjąłem decyzję, że to właśnie dzisiaj jest ten dzień i jak sobie radziłem przez pierwszy tydzień, miesiąc i później. Jeżeli i Ty chcesz pozbyć się tego, albo innego nałogu i zostaniesz ze mną, pomogę Ci przejść przez ten okres. Dzisiaj wiem, że do takich decyzji i kroków nie można podchodzić bez odpowiedniego planu i przygotowania. Wiele razy próbowałem rzucić palenie, zawsze bezskutecznie. Przeciwnie – za każdym razem gdy rzucałem (i wracałem), tak bardzo tym się denerwowałem, że zaczynałem palić jeszcze więcej. To było straszne. Odpowiedni plan pozwolił mi jednak całkowicie uwolnić się od mojego problemu. Wierzę, że każdy może zrobić podobnie.

 

Po drugie poranne wstawanie

Nauczyłem się wcześnie wstawać. I pisząc wcześnie, mam na myśli godzinę 4 w nocy. Być może wyda Ci się to szalone, ale dla mnie system wstawania o tej właśnie godzinie jest idealny. A muszę przyznać, że jestem przysłowiowym “śpiochem” i podjęcie takiej decyzji nie było dla mnie łatwe. Bywały kiedyś dni, że budziki w sypialni dzwoniły po 20 razy a ja nie potrafiłem wstać. Zawsze gdy Ewa (moja żona) wybierała się wraz z moimi córkami na kilka dni w odwiedziny do swojej mamy a ja ze względu na pracę zostawałem sam w domu, bałem się że nie uda mi się rano wstać na umówione wcześniej, poranne spotkanie. Nastawiałem budziki w kilku urządzeniach, w telefonie, tablecie, telewizorze… gdzie tylko się dało. A i tak zdarzało mi się budzić kilka godzin za późno. Ale skończyłem z tym! Teraz budzę się (co najważniejsze: wyspany!) zaraz po pierwszym budziku – i więcej nie muszę ich nastawiać. I mam zawsze około 3 godzin, na zaplanowanie swojego dnia, przegląd wiadomości, poranną kawę, przygotowanie wszystkim pysznego śniadania, poranne zakupy i przygotowanie się do pracy – zanim wstaną moje córki i Ewa. Dzięki temu wszystko jest łatwiejsze. Jak udało mi się to wszystko osiągnąć i w jaki sposób możesz i Ty się tego nauczyć? O tym również dowiesz się, jeżeli zostaniesz ze mną.

 

Po trzecie sport

Jeszcze niedawno sport oglądałem głównie w telewizji. Na szczęście udało mi się całkowicie zamienić oglądanie telewizji na uprawianie sportu. Mam tutaj na myśli codzienne ćwiczenia a od czasu do czasu pływanie, bieganie, rower i inne okazjonalne dyscypliny. Sport to wspaniała sprawa i żałuję, że zaprzyjaźniliśmy się dopiero niedawno. Widzę jednak efekty pracy nad swoją kondycją a w połączeniu z pozostałymi zmianami – ogólną poprawę jakości mojego życia. Co zrobić, aby i w Twoim życiu pojawił się sport? Małymi kroczkami dojdziemy do tego!

 

Po czwarte praca

Pamiętam jak jeszcze kilka lat temu pracowałem w agencji reklamowej na etacie. To było zupełnie inne życie. Codzienna pogoń za pociągami, autobusami czy stanie w korku w samochodzie. Późny powrót do domu i spać. Tylko po to, aby następnego dnia zrobić dokładnie to samo. I pomimo faktu, że moja praca była dość ciekawa, dawała mi sporo satysfakcji i pozwalała tworzyć fajne rzeczy, to nie byłem tam szczęśliwy. Małymi kroczkami przygotowywałem się do przejścia “na swoje”. Najtrudniejsze było podjęcie ostatecznej decyzji – ale zaryzykowałem i podjąłem ją. Przestałem każdego dnia jeździć do biura, zacząłem pracować sam dla siebie. Dzięki temu, że jestem dobry w tym co robię (a przynajmniej mam taką nadzieję! 🙂 ), szybko znalazłem kilku klientów i jakoś poszło. Czy żałuję? Nie zawsze jest kolorowo, ale na pewno nie mogę powiedzieć, że żałuję. Wiem jak trudna jest to droga, ale wiem również, że potrafi przynieść dużo satysfakcji. Wiele się dzięki niej nauczyłem. Wiem też, że dla większości osób droga, którą wybrałem nie jest dobra i nigdy nie będę Cię przekonywał do rezygnacji z pracy. Chciałbym Ci za to pokazać, że Twoja praca może być wspaniała! Musisz tylko znaleźć sposób, aby ją przeorganizować i pokochać. I nie ważne, czy jesteś redaktorem w portalu internetowym, księgową, kierowcą czy mamą na etacie w domu. Jeszcze nie raz będę Ci o tym wszystkim opowiadał 🙂

 

Piąte odżywianie

Czasami myślę, że właśnie zmiana odżywiania jest najtrudniejsza ze wszystkich. Udało mi się zrezygnować z palenia papierosów, z pracy na etacie, z lenistwa przed telewizorem, ale chyba ze zmianą tego co jem było najtrudniej :). Kiedyś bardzo lubiłem pracować w kawiarni, w centrum handlowym, w restauracji. Wiązało się to oczywiście z “ciągłą” kawą, różnymi dziwnymi posiłkami o nieregularnych porach… W drodze do domu pojawiały się fakt-foody albo inne przekąski. A nawet zakupy do domu nie zawsze były dobre i zdrowe – bardzo często pojawiały się w nich produkty niezdrowe i do przygotowania na szybko. Masakra. Jestem sobie bardzo wdzięczny, że udało mi się przejść przez zmianę odżywiania. Teraz bardzo dużo czasu spędzam w kuchni – a pracy wcale nie mam mniej, niż kiedyś. Kocham gotować i dziwie się sobie, że kiedyś nie potrafiłem znaleźć na to tyle czasu ile chciałem. Zostań ze mną na blogu, a pokażę Ci, jak i Ty możesz pokochać swoją kuchnię, przygotowywanie posiłków i zdrowe jedzenie.

 

Te pięć punktów to nie wszystko, co zmieniłem w ciągu ostatniego roku w moim życiu, ale na tych właśnie się koncentrowałem. Postawiłem przed sobą pewne cele i udało mi się je osiągnąć. Małymi kroczkami i zgodnie z przygotowanym wcześniej planem – bez tego żadna ze zmian nie miałaby prawa się udać. Oczywiście możesz próbować powiedzieć sobie: od jutra wstaję o 6 rano. Albo: rzucam palenie. I co dalej? To tylko słowa. Tak samo jest z noworocznymi postanowieniami, zazwyczaj przy ich wyznaczaniu kierujemy się emocjami i nie udaje nam się ich dotrzymać. Bez odpowiedniego przygotowania szanse na osiągnięcie sukcesu są małe. Początkowy zapał mija i wtedy nie wiemy co dalej robić, jak sobie poradzić z pierwszymi problemami związanymi ze zmianami, nie potrafimy odnaleźć się w nowej rzeczywistości. A dodatkowo musisz pamiętać, że wokół Ciebie jest Twoja rodzina i przyjaciele, którzy również muszą zaakceptować Twoją zmianę. W swoich planach musisz brać ich pod uwagę – dzięki temu też, pomogą Ci oni w trudnych chwilach przemian.

Pierwszym krokiem dla Ciebie niech będzie wypowiedzenie zdania: “Chcę coś zmienić w moim życiu!”. To jest właśnie najważniejsze. Jeżeli pozostaniesz ze mną na blogu, postaram się pomóc Ci w przejściu przez Twoją wymarzoną zmianę i postaram się przekonać Cię do innych. Podpowiem co robić, gdy pojawiają się wątpliwości i trudniejsze chwile. Gdy jesteśmy na skraju zrezygnowania. Gdy nasz zmiana wydaje się być bezsensowna.

Kolejną radą będzie: zacznij prowadzić pamiętnik. Pomimo wsparcia rodziny i bliskich, w naszych przemianach bardzo często czujemy się samotni. Prowadzenie pamiętnika bardzo ułatwia. Muszę Ci powiedzieć, że nie wiem, czy dałbym radę rzucić palenie papierosów, gdybym nie prowadził pamiętnika. W chwilach słabości zawsze mogłem do niego zajrzeć i przeczytać rady jakie sam sobie wcześniej zostawiłem. Mogłem przeczytać swoje notatki o tym dlaczego i dla kogo chciałem pozbyć się nałogu. Mogłem również porozmawiać sam ze sobą. Dzięki temu przetrwałem trudne chwile.

Jeżeli jeszcze tego nie zrobiłeś/zrobiłaś, zapisz się na mój newsletter. Dzięki temu pozostaniemy w kontakcie i będę mógł na bierząco informować Cię o nowych rzeczach na moim blogu, jak również przesyłać informacje dodatkowe, które nie zawsze się tutaj pojawiają. Pozdrawiam Cię bardzo gorąco i do następnego razu!

Czy popełniasz te błędy podczas rozmowy?

Czy popełniasz te błędy podczas rozmowy?

Sztuka prowadzenia rozmowy to prawdziwy atut i warto się jej uczyć, choć droga do tego może okazać się trudna i czasochłonna. Chciałbym dzisiaj zwrócić Twoją uwagę na kilka często popełnianych błędów podczas prowadzenia rozmowy. Jeżeli spróbujesz ich unikać, z pewnością staniesz się ciekawszym rozmówcą dla innych.

 

Nie słuchasz

Wydaje Ci się, że rozmowa polega tylko i wyłącznie na mówieniu? Błąd. Najważniejszą kwestią jest słuchanie rozmówcy. Większość osób nigdy nie słucha. Zamiast czekać z niecierpliwością na swoją kolej w rozmowie, posłuchaj, co Twój rozmówca ma do powiedzenia. Nikt nie będzie chciał z Tobą rozmawiać, jeżeli będzie czuł, że nie słuchasz tego co sam ma do powiedzenia.

 

Zadajesz za dużo pytań

Zadawanie pytań (i uważne słuchanie odpowiedzi) to dobry kierunek w każdej rozmowie. Nie pozwól jednak, aby rozmowa stała się przesłuchaniem a Twój rozmówca odniósł wrażenie, że nie jesteś w stanie wnieść niczego cennego do rozmowy. Nawet, gdy Twoja rozmowa jest wywiadem, pomiędzy zadawanymi pytaniami staraj się wyrażać opinie lub przytaczać sytuacje ze swojego życia i doświadczenia. Dzięki temu Twój rozmówca z przyjemnością powróci do Ciebie w kolejnej rozmowie.

 

Źle przekazujesz

Pamiętaj, że najważniejszą rzeczą w każdej rozmowie jest nie to co powiesz, ale jak to powiesz. Praca nad sposobem podania informacji, które chcesz przekazać, może mieć istotny wpływ na Twoje relacje z ludźmi. Spróbuj:

  • zwolnić tempo. Gdy temat o którym opowiadamy jest dla nas ekscytujący, często zapominamy się i zaczynamy mówić coraz szybciej. Spróbuj jednak pohamować się i nieco zwolnić. Dzięki temu Twojemu rozmówcy będzie łatwiej zrozumieć nie tylko to co mówisz, ale również to, co chcesz mu przekazać.
  • mówić głośno. Nie bój się mówić tak głośno, a by wszyscy Twoi rozmówcy usłyszeli co chcesz powiedzieć.
  • mówić wyraźniej. Rozmowa z osobą, która mówi niewyraźnie, potrafi znudzić i zmęczyć. Zadbaj o to, aby Twój rozmówca z przyjemnością słuchał nie tylko tego co masz do powiedzenia, ale również tego jak to mówisz.
  • włączyć emocje. Nikt nie lubi długich, pozbawionych emocji monologów. Pozwól, aby w Twoim głosie dało się wyczuć emocje i podekscytowanie danym tematem. Pokaż, że omawiany temat nie jest Ci obojętny – dzięki temu staniesz się atrakcyjniejszym rozmówcą.
  • robić przerwy. Zwalnianie i wstawianie krótkich przerw pomiędzy myślami lub zdaniami pozwoli Ci na zbudowanie lekkiego napięcia i zwiększenia zainteresowania Twojego odbiorcy. Ludzie zaczną uważniej słuchać tego co mówisz.
  • popracować nad językiem swojego ciała. Przekazuje on nie tylko określone komunikaty, ale również potrafi wywołać określone emocje u odbiorcy. Gesty mogą przeczyć słowom i wpływać na opinię o Tobie.

Przerywasz

Zdarza Ci się czasem komuś przerwać wypowiedź? Wchodzić w słowo, nie mogąc wytrzymać z oczekiwaniem na swoją kolei? Następnym razem, postaraj się powstrzymać. Każda osoba powinna mieć możliwość wypowiedzenia się w rozmowie a przerywanie wypowiedzi rozmówcy, świadczy tylko o naszym braku kontroli nad sobą.

 

Jesteś nudny

Podczas rozmowy należy być również dobrym obserwatorem. Gdy zauważymy, że stajemy się nudni dla naszego otoczenia, warto szybko porzucić aktualny temat i spróbować zacząć nowy. Przed samą rozmową, możesz przygotować sobie w głowie jeden lub dwa tematy awaryjne, które uruchomisz, gdy Twój rozmówca zacznie okazywać znudzenie.

 

Musisz mieć zawsze rację

Nie każda rozmowa to dyskusja i nie zawsze musisz mieć w niej rację. Często bywa tak, że rozmawiamy, aby podtrzymać dobry nastrój – na przykład podczas rodzinnego obiadu, i upieranie się przy swoim zdaniu nie jest wtedy najważniejsze. Jak myślisz, czy Twoi rozmówcy będą zadowoleni, jeżeli będziesz dążyć do wygranej w każdej rozmowie? Bardzo często ważniejsza od tego kto ma rację, jest sama wymiana zdań i poglądów na dany temat.

 

Nie wnosisz nic nowego

Otwórz się i powiedz co myślisz, podziel się swoimi uczuciami. Jeżeli ktoś opowiada o swoich doświadczeniach, nie bój się również podzielić z tą osobą swoimi. Postaraj się dać od siebie coś więcej, niż tylko krótkie, beznamiętne odpowiedzi na pytania. Jeżeli ktoś inwestuje swój czas i energię w rozmowę z Tobą, oczekuje tego samego od Ciebie. Nie pozwól, aby rozmowa stała w miejscu. Czasem możesz czuć, że nie masz nic do powiedzenia na dany temat – mimo tego, spróbuj się jeszcze bardziej zaangażować.

 

Zaczynasz dziwne tematy

Gdy poznajesz nowych ludzi, jesteś na przyjęciu, weselu czy pogrzebie, czasem lepiej unikać pewnych tematów. Rozmowy o Twoich problemach zdrowotnych, nieudanych związkach czy relacjach, złośliwym szefie albo kiepskiej pracy nie zawsze przyniosą Ci coś dobrego. Staraj się unikać tematów, które wysysają pozytywną energię z rozmów. Często lepiej zachować też dla siebie i swoich najbliższych rozmowy na temat religii lub polityki.

Jak polubić swoją pracę

Jak polubić swoją pracę

W 2013 roku, Instytut Gallupa przeprowadził badania, które pokazały, że aż 70% osób nie lubi swojej pracy. Liczba ta jest przerażająca – przecież w pracy spędzamy ogromną część naszego życia a zadowolenie z niej wpływa nie tylko na naszą efektywność, ale również nastrój, zdrowie oraz jakość życia. Jeżeli należysz do tej grupy, chciałbym pokazać Ci kilka sposobów na to, jak możesz to zmienić i polubić swoją prace.

Zmień podejście

Każda praca ma jakieś zalety – pytanie tylko, czy potrafisz je zauważyć i czerpać z nich satysfakcję? Aby polubić swoją pracę, musisz przede wszystkim odkryć jej wszystkie zalety. Nie pozwól, aby niedogodności związane z tym co robisz, przesłaniały Ci jej pozytywne aspekty. Spisz na kartce wszystkie plusy związane z Twoją pracą. Przeanalizuj każdy z nich i ustaw w kolejności od takiego, który daje Ci najwięcej siły. Taką listę miej zawsze przy sobie i czytaj codziennie rano przed rozpoczęciem pracy. Takie przygotowanie nastawi Cię pozytywnie i pozwoli przejść w dobrym humorze przez kolejny dzień.

Znajdź swój cel

Nikt z nas nie pracuje z nudów, każdy ma jakiś cel – dla jednych to zbieranie pieniędzy na podróż dookoła świata, dla innych zapewnienie swojej rodzinie lepszego jutra. Nie ważne, czy Twój cel jest wzniosły, przyziemny, mały czy duży – najważniejsze, aby był Twój. Być może praca pozwala Ci realizować hobby, leczyć chore dziecko, czy spłacać kredyt na wymarzone mieszkanie. Każdy pracuje z innego powodu a historii jest tyle, ile opowiadających. Pamiętaj o swoim celu i z satysfakcją spoglądaj na każdy zakończony dzień pracy – jesteś o jeden dzień bliżej do jego osiągnięcia.

Rozwijaj się

Nic tak nie frustruje, jak stanie w miejscu. Dlatego też zrób co tylko możesz, aby Twoja praca dawała Ci nie tylko pieniądze, ale również nowe umiejętności. Podejmuj się nowych wyzwań, staraj się rozwijać i każdego dnia uczyć czegoś nowego. To nie takie trudne jak myślisz a efekty mogą Cię pozytywnie zaskoczyć – być może zmianę Twojego podejścia i wzrost zaangażowania, docenisz nie tylko Ty sam, ale i Twój szef.

Poszukaj problemu i rozwiąż go

Zastanawiasz się czasami, dlaczego właściwie nie lubisz swojej pracy? Być może masz za dużo, albo za mało, obowiązków? Problemem są osoby z którymi pracujesz, czy miejsce? A może nie potrafisz dopasować się do ludzi z którymi spotykasz się w pracy? Zadaj sobie te pytania i poszukaj odpowiedzi. Uświadomienie sobie gdzie leży problem to pierwszy krok do jego rozwiązania.

Komunikuj się

Jeżeli masz problem ze swoim szefem albo współpracownikami – porozmawiaj z nimi. Spróbuj rozwiązać problem, może krótka rozmowa i wyjaśnienie, pozwolą Ci na nowo cieszyć się wykonywanym zajęciem. Skrywanie emocji i potrzeb nigdy nie pozwoli Ci osiągnąć pełni satysfakcji ze swojej pracy. Pamiętaj, że problemy, szczególnie te personalne, się same nie rozwiązują – za to potrafią się kumulować i rosnąć. Być może rozmowa sprawi, że lepiej będzie się pracowało zarówno Tobie, jak i osobom z którymi pracujesz.

Zadbaj o swoje miejsce pracy

Drobiazgi mają znaczenie, i to większe, niż Ci się wydaje. Niewygodne krzesło, kiwający się stolik, czy źle ustawione biurka w pokoju – takie rzeczy potrafią skutecznie zniechęcić do pracy. Rozejrzyj się dookoła i zobacz, co możesz poprawić i zmienić. Może się okazać, że jeden mały drobiazg zmieni ponure biuro w całkiem przyjemne miejsce. W proces zmian możesz zaangażować zarówno współpracowników, jak i Twojego szefa. Wspólnie możecie zaplanować przemeblowanie albo sprzątanie. Pomocne mogą też okazać się osobiste drobiazgi – zdjęcie ukochanej osoby na biurku czy ulubiony kubek do kawy. Jeżeli sprawisz, że Twoje miejsce pracy będzie Ci się kojarzyło pozytywnie, z pewnością z większą ochotą przyjdzie Ci spędzanie w nim każdego kolejnego dnia.

Prowadź pamiętnik

Nie bez powodu ten punkt przewija się przez większość moich wpisów. Pamiętnik to jedna z najlepszych metod porządkowania siebie, uświadamiania sobie i rozwiązywania problemów. Pozwala na przełamanie schematu codziennego myślenia i analizę myśli. Polecam Ci przeczytanie mojego wcześniejszego wpisu na ten temat (o tutaj).

Uważasz że moją listę porad można uzupełnić o dodatkowe wskazówki? Co sądzisz o tych, które opisałem? Myślisz, że są w stanie pomóc Ci na nowo polubić Twoją pracę? Zachęcam Cię do rozmowy w komentarzach poniżej i życzę Ci powodzenia w zmienianiu Twojego życia – przecież praca jest jego bardzo istotną częścią!

Kawa czy cola – wybierz mądrze

Kawa czy cola – wybierz mądrze

W styczniu 2011 roku, na świecie pojawiła się moja pierwsza córka – Alicja. Pamiętam jak dziś wielogodzinne oczekiwanie w szpitalu, stres, nerwy i zmęczenie jakie towarzyszyły temu wydarzeniu (oczywiście nieporównywalnie mniejsze do zmęczenia i wysiłku mojej kochanej żony z tamtych dni!). Opowiadam Wam o tym, ponieważ w pewnym momencie, w szpitalu zaczepiła mnie pielęgniarka i powiedziała: „Czy przyszły tatuś zaopatrzył się w kawę – albo lepiej – w coca colę? Spędzicie tu dużo czasu ale łóżko mamy tylko dla żony więc bez zasłabnięcia proszę :)”. W tamtej chwili nie przywiązałem do jej słów zbyt wielkiej wagi, jednak po dłuższym czasie zacząłem się zastanawiać. Kawa – ok, rozumiem, ale cola? Dlaczego właśnie ona. Zacząłem więc szukać… okazało się, że kawa i cola mają ze sobą bardzo wiele wspólnego, choć mocno różnią się składem i sposobem w jaki na nas oddziaływują.

Skład

Kawa to napój sporządzany z palonych ziaren rośliny zwanej kawowcem – to właściwie wszystko co istotne ze składu kawy. Natomiast do głównych składników coli, należą liście koki i owoce koli (zastanawialiście się skąd nazwa jednej z największych firm na świecie? 🙂 ). Cola zawiera dodatkowo różne mieszanki cukrów oraz ekstraktów otrzymywanych z pomarańczy, wanilii i cytryny – nie jest tak naturalna jak kawa i jej skład jest wynikiem sprytnie opracowanej receptury. Co ciekawe, kiedyś, w skład coca coli wchodziła również kokaina, i na każdą szklankę przypadało 9 mg tego narkotyku. Dopiero po 1903 roku zaczęto stosować liście koki pozbawione kokainy. Obydwa napoje zawierają oczywiście kofeinę, która znajduje się w nich za sprawa roślin z których powstają – i to głównie kofeina sprawia, że obydwa napoje mają podobne działanie na nasz organizm.

Kofeina

Jak sam widzisz, zarówno kawa, jak i cola są totalnie inne jeżeli weźmiemy pod uwagę skład, choć łączy je jedna, silnie uzależniająca (choć w mniejszym stopniu niż na przykład nikotyna) substancja – kofeina – dlatego też gdy już zaczniemy raz na jakiś czas pić kawę, z czasem nie wyobrażamy sobie poranka bez niej. W jednej filiżance kawy parzonej, czyli w ok 200 ml, znajduje się od 80 do 130 mg kofeiny. Jej poziom zależy od rodzaju kawy, ale również od długości parzenia. W przypadku coli stężenie kofeiny jest sporo mniejsze – dlatego też możemy jednorazowo spożyć jej większą ilość. W 350 g tego napoju, znajduje się ok. 35 mg kofeiny. Nie odczuwamy więc tak silnego uzależnienia od kofeiny w coli, co w kawie (co nie znaczy, że cola nie uzależnia!). Jako ciekawostkę mogę Wam podać, że herbata również zawiera kofeinę i w 200-gramowej filiżance może znajdować się jej od 30 do nawet 150 mg. Zalecana maksymalna, dzienna dawka kofeiny, wynosi 350 mg – nie powinniśmy jej przekraczać. Łatwo więc możesz policzyć jakie ilości którego napoju możesz spożyć, aby zalecany poziom kofeiny w Twoim ogranizmie nie został przekroczony.

Pomimo uzależniających właściwości kofeiny na nasz organizm, ma ona również wiele pozytywnych działań a jej przyjmowanie w odpowiedniej ilości pozwala nam zmniejszyć ryzyko wystąpienia różnych chorób, np. choroby Parkinsona, czy cukrzycy typu 2. Kofeina jest jednak bardzo niebezpieczna dla kobiet w ciąży i jej przyjmowanie drastycznie zwiększa ryzyko poronienia.

Musisz również wiedzieć, że przyjęcie kofeiny w zbyt dużej ilości, może doprowadzić nawet do śmierci – 10 g (10000 mg) dawka kofeiny w ciągu jednej doby jest dawką śmiertelną dla człowieka.

 

Kofeina ma więc swoje niezaprzeczalne plusy, chroni nas przed wieloma chorobami, działa pobudzająco, ale również uzależnia nasz organizm a jej zbyt duża dawka może być dla nas bardzo niebezpieczna.

 

Kalorie

Czy wiesz, że kawa sama w sobie jest praktycznie bezkaloryczna? Oczywiście mam na myśli kawę bez dodatków w postaci cukru, bitej śmietany czy czekolady – po takich wstawkach, kawa może stać się prawdziwą bombą kaloryczną, dokładnie taką samą jaką od początku jest cola. Dodając do kawy jedną łyżeczkę cukru, sprawiamy, że staje się ona nośnikiem około 20 kcal a dolanie pełnotłustego mleka sprawia, że ilość kalorii może wzrosnąć nawet do 60 kcal. Jeszcze „lepsze” jest stosowanie zagęszczonego mleka, które może podnieść poziom przekazywanych kalorii nawet do 200. Najbardziej kaloryczne są napoje kawowe z proszku, typu 2w1 lub 3w1 – ich kaloryczność może przekraczać nawet 400 kcal.

To teraz cola – puszka w której jest sprzedawana, ma zazwyczaj 330 ml, prawda? Taka ilość napoju to ok, 140 kcal. Łatwo policzyć, że 1 litr coli to ponad 400 kalorii. A skoro jesteśmy przy kaloriach, warto dokładniej przyjrzeć się zawartości cukru w coli.

 

Cukier

Cola zawiera w prawdzie mniejszą ilość kofeiny niż kawa, ale ma w sobie ogromną ilość cukru – w jednej szklance napoju znajduje się ilość odpowiadająca dziesięciu łyżeczkom. Do tego cukier wchłania się znacznie szybciej niż kofeina i zaczyna na nas działać już po kilku minutach od spożycia. O negatywnym wpływie cukru na nasz sen można by napisać książkę tak samo długą, jak o wpływie kofeiny. Podwyższony poziom cukru w naszej krwi zaburza metabolizm i nadmiernie obciąża organy, które biorą udział w regulacji hormonalnej. W niektórych krajach, cukier wpisany jest na drugim miejscu w księgach najbardziej niebezpiecznych do spożywania substancji, zaraz za narkotykami – nie bez powodu nazywany jest on cichym zabójcą. Warto również zwrócić uwagę, że cukier jest również substancją uzależniającą.

 

Wpływ na nasz sen

Zarówno kawę, jak i colę, pijemy ze względu na walory smakowe, jak i z uwagi na działanie pobudzające. Często nie zastanawiamy się jednak, czy o danej porze dnia powinniśmy (i czy możemy) jeszcze wypić trochę naszego ulubionego napoju – i jaki wpływ będzie to miało na nasz sen. Zawarta w napojach kofeina działa na nasz centralny system nerwowy: stymuluje mózg, poprawia koncentrację i zdolności intelektualne – jednak nadużywanie jej w ciągu dnia może prowadzić do nerwowości, zaniepokojenia, agresji i bezsenności. Kofeina zaczyna działać na nasz organizm po około 20-30 minutach od przyjęcia a jej działanie utrzymuje się przez około 3-4 godziny. Jeżeli masz więc w zwyczaju picie kawy przed samym pójściem spać to wiedz, że możesz mieć problemy z zaśnięciem, a jeżeli Ci się to uda zanim kofeina zacznie działać, to jakość Twojego snu znacznie się obniży – następny dzień nie będzie już tak produktywny jak mógłby być.

W jednym z odcinków podcastu „Cortex”, w którym CGP Grey i Myke Hurley opowiadają o produktywności i dobrym wykorzystaniu czasu, Grey opowiadał o swoim sposobie na drzemkę w ciągu dnia. Otóż, gdy w ciągu jego dnia zaistnieje potrzeba „ucięcia” sobie krótkiej drzemki, przed samym zaśnięciem, wypija on kawę (albo łyka tabletkę z kofeiną). Po 20 minutach, kofeina zaczyna działać i wtedy łatwiej z takiej drzemki się wybudzić a już po przebudzeniu, szybciej można powrócić do wykonywanych wcześniej zajęć bez efektu rozespania. Ja tej metody nie próbowałem – jest to jednak sprytne wykorzystanie faktu, że kofeina działa na nasz organizm dopiero po jakimś czasie od spożycia.

 

Wpływ na nasze zęby

Tak się składa, że obydwa napoje, które dzisiaj opisuję, mają dość niekorzystny wpływ na nasze zęby. Kawa jest na szczęście trochę łagodniejsza – jej negatywne działanie sprowadza się głównie do przebarwień i osadu na zębach. Cola natomiast wypłukuje wapń z naszych zębów – i chyba domyślasz się, z czym się to może wiązać. Badania profesora Mohameda Baddiouny z Temple University Shcool of Dentistry w Filadelfii, wykazały, że spożywanie coli dla naszych zębów na równie wyniszczające działanie, co metaamfetamina. Co ciekawe, nie tylko cukier w niej zawarty ma tak zły wpływ na nasze zęby – zęby niszczy w ogromnym stopniu kwaśny odczyn napoju.

 

Inne działania

O kawie i coli można by pisać i pisać… ja staram się jednak skupiać na ciekawszych aspektach ich spożywania. Kolejną taką ciekawostką jest fakt, że spożywanie coli ma wpływ na ilość plemników w spermie – a co za tym idzie, za płodność u mężczyzn. Oczywiście wpływ negatywy.

Duńskie badania, przeprowadzone pod przewodnictwem Profesora Tina Kold Jensena z uniwersyteckiego Wydziału Wzrostu i Reprodukcji Rigshospitalet w Kopenhadze, pokazały, że regularnie picie coli może zmniejszyć liczebność plemników w spermie i to nawet o 30%. W przypadku kawy nie zanotowano na szczęście takich wyników – nie jest to więc wpływ kofeiny, a innych składników coli.

Chciałbym Wam zwrócić uwagę na jeszcze jedną, ostatnią rzecz – picie kawy i coli w nadmiarze, wypłukuje z naszego organizmu magnez – o tym wiele osób wie. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę z tego, jak ważny dla naszego organizmu jest magnez. Bierze on udział w syntezie DNA, magazynuje związki, które są nam potrzebne do życia, hamuje też uwalnianie adrenaliny, noradrenaliny – ma więc działanie uspokajające. Pełni też istotną rolę w zapobieganiu depresjom a przy jego niedoborze pojawiają się również kłopoty z pamięcią. Niedobór magnezu może być przyczyną niedokrwienia naszego serca i zaburzenia jego rytmu. Brzmi to strasznie, ale pamiętaj, że niedobór magnezu może wywołać nadmierne spożywanie kawy czy coli. Picie kawy albo coli w rozsądnych dawkach nie powinno spowodować problemów z magnezem.

 

Jak sam widzisz, spożywanie zarówno coli jak i kawy, może przynieść szereg niepożądanych efektów. Jednak znacznie gorszy wpływ na nasz organizm ma zdecydowanie cola i pomimo faktu, że jest ona w stanie (ze względu na kofeinę i wysoką zawartość cukru) momentalnie postawić nas na nogi, to zdecydowanie odradzam takie działania – mogą się one później odbić na naszym zdrowiu. Polecam Ci też zastanowić się, gdy podasz colę swojemu dziecku…

Wracając do mojej historii z początku wpisu, będę chyba musiał poszukać pielęgniarki ze szpitala, która poradziła mi zaopatrzenie się colę i przestrzec ją, aby nie udzielała tak wątpliwie cennych rad 🙂

 

Jeżeli wiesz o innych negatywnych skutkach picia kawy albo coli – opisz je w komentarzach do wpisu. Dzięki temu dowiem się o nich ja, jak i inni czytelnicy. A jeżeli wpis był dla Ciebie ciekawy, udostępnij go dalej aby więcej osób mogło z niego skorzystać 🙂

Strona 1 z 41234

Pin It on Pinterest

Error: Please enter a valid email address

Error: Invalid email

Error: Please enter your first name

Error: Please enter your last name

Error: Please enter a username

Error: Please enter a password

Error: Please confirm your password

Error: Password and password confirmation do not match